To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
wtorek, 15 października 2013
Grand Prix Japonii

Tytuł felietonu sugeruje, iż skupię się głównie na wydarzeniach jakie rozegrały się w ostatni weekend na torze Suzuka. Nic bardziej mylnego.

foto: smh.com.au

Nie chcę jednak rozczarować osób czytających tego posta, dlatego zacznę od wielkich gratulacji dla Estebana Gutierreza, który w końcu zdobył swoje pierwsze punkty w F1 i to od razu w liczbie 6. Przed teoretycznie możliwym za rok Grand Prix Meksyku to tylko woda na młyn dla latynoskich kibiców.

Na marginesie dodam tylko, iż patrząc na obecną tabelę i różnicę ,,aż" 5 pkt. między Ricciardo, a Vernem, zastanawiam się czym kierował się Helmut Marko typując na drugi fotel w Red Bullu Australijczyka. Jedyne wytłumaczenie to zbyt duże wymagania Kimiego, ponieważ w mojej ocenie żaden z adeptów, przepraszam kierowców Toro Rosso nie zasługuje na miejsce w ekipie, która czterokrotnie zdobywa mistrzostwo w ostatnich latach. Z pewnością też poziom młodzieży z akademii Red Bulla nie podziała zbyt motywująco na pewnego swych umiejętności i sprzętu Vettela, tym lepiej dla jego rywali, że uwierzy w swój sukces.

foto: ultrapassagem.org

Pisząc ten felieton chciałem poruszyć inną kwestię. SEZON 2013 TO KONIEC PEWNEJ EPOKI I TO NIE TYLKO W WYMIARZE V8. Mam raczej na myśli, iż odchodzą kierowcy startujący jeszcze w latach 90-tych lub początku 2000, tworząc klimat i historię tego motosportu w ciągu ostatnich 15 lat.

W polskiej prasie odejście Webbera zostało praktycznie przemilczane. Miło, iż F1 Racing poświęcił mu jeden z ostatnich numerów. Z kolei o Massie milczą wszyscy. Może Brazylijczyk nie był drugim Schumacherem, ale jego walka z Hamiltonem w 2008 roku przeszła do historii F1, tak samo jak pojedynki w kolejnych latach. Ze ,,starej ekipy" został jeszcze Button, Raikkonen i Alonso. O ile Hiszpan próbuje przełamać dominację Vettela, zobaczymy jak mu to będzie wychodzić za rok z Kimim u boku, o tyle Brytyjczyk zajmuje się głównie odcinanie kuponów jako mistrz świata, a de facto najbardziej zabiera sławę Lewisowi, który był pierwszym brytyjskim mistrzem od czasów Hilla.

Odchodzą kierowcy walczący na torze z takimi zawodnikami jak Michael czy Mika, a świat F1 milczy i skupia się na dopchnięciu kolejnego wyścigu do kalendarza, który będzie rozgrywany w trzecim świecie, jeżeli chodzi o motosport. Po czym jak Indie lub Korea zostanie odstawiony na boczny tort.

Dominacja Vettela i Red Bulla nuży jak odcinki Mody na sukces i w przeciwieństwie do czasów Scuderii i Schumachera, austriacki zespół, tak jak Benetton ma szansę zniknąć jednym pociągnięciem swoich włodarzy.

wtorek, 10 września 2013
Grand Prix Włoch

Kiedy ostatni raz pisałem o wyścigu F1 w tym sezonie? Szczerze mówiąc sam nie pamiętam. Niestety jedne z moich ulubionych zawodów nie były, zbyt pasjonujące w ostatnią niedzielę.

zdjęcie: www.interia.pl

Cały sezon jest dalej nudnawy. Co prawda zdarza się pewien element ryzyka, niepewności czy może niespodzianki. Jednak prowadzenie Vettela oraz szósta wygrana w sezonie zdają się potwierdzać tezę, iż zmierza po kolejny tytuł. Nie ma godnego rywala na jego drodze, albo raczej auta.

Ferrari jest pogrążone w kryzysie. Brakuje im kogoś takiego jak Jean Todt, kto odpowiednio poskładałby wszystkie klocki. Zmieniają pion techniczny, co jest jakimś rozwiązaniem ale same dobre auto to jedno, a wykorzystanie go w weekend Grand Prix to inna kwestia. O ile Alonso wyciska z tegorocznego, jak i poprzednich modeli, 110% normy, o tyle cała otoczka, strategia wyścigowa itp. Pozostawia wiele do życzenia.

Najbardziej obawiam się, iż przyszłoroczna rewolucja techniczna wcale nie zmieni układu sił w stawce, a jeszcze bardziej go potwierdzi. Nie od dziś wiadomo jaka firma ma największe tradycje  w budowaniu najlepszych silników z turbo, jest nią Renault, które i tak obecnie dostarcza te jednostki napędowe zespołowi Red Bulla. Zakładając,iż geniusz Adriana Neweya nie ulotni się w przerwie zimowej, wszystko może zostać po staremu. Moim zdaniem po Renault najlepszy silnik może mieć Mercedes, a w rok po powrocie Honda.

zdjęcie: www.interia.pl

Ostatnio pojawiły się co raz bardziej potwierdzane plotki, iż Kimi Raikkonen podpisał kontrakt z Ferrari, od przyszłego sezonu. Powrót syna marnotrawnego jest nader ciekawym wydarzeniem z dwóch powodów.

Po pierwsze, od razu nasuwa się pytanie kto z obecnych kierowców jest idealnym partnerem, giermkiem, dla Fernando Alonso. Takim kimś był dla Schumachera Rubens Barrichello, a wcześniej Eddie Irvine, który w kryzysowej sytuacji potrafił zastąpić Niemca i zdobywać punkty dla zespołu. Podobnie Brazylijczyk regularnie kolekcjonował miejsca na podium za Michaelem. Niestety Massa od czasu wypadku na Węgrzech ma z tym problem. Pytanie czy to wina jego formy, czy raczej auto jest tak słabe, że nie gwarantuje nawet regularnie ,,zdobywanych" czwartych miejsc. Druga teza potwierdzałaby tylko genialność Alonso, wygrywającego czerwonym bolidem od czasu do czasu.

Wracając jednak do głównego wątku, druga kwestia jaka nasuwa mi się po informacji o przejściu Fina, to czy może on faktycznie wierzy w potencjał zespołu z Maranello. W końcu Lotus, po mimo niezbyt dużego budżetu potrafi zbudować szybkie auto. Może zamiast byłego mistrza świata włoski team powinien zatrudnić za gigantyczną gażę Adriana Neweya, dla którego byłoby to ukoronowanie i tak wspaniałej kariery w F1.

zdjęcie: www.interia.pl

Pewnym promyczkiem nadziei w tym sezonie jest postawa Mercedesa, który chociaż trochę chimerycznie, ale miesza w spolaryzowanej od lat stawce F1. Do tej pory mieliśmy pary, w stylu Ferrar-Renault, Ferrari-Williams albo McLaren. Teraz poza czołową dwójką jest też Mercedes, który z nieznanych nikomu przyczyn nie potrafi jeszcze zawsze, skutecznie przekuć fantastycznej prędkości w kwalifikacjach, na tempo wyścigowe i ostateczny sukces w Grand Prix. Chociaż Hamilton imponuje i nie stracił pazura, co mnie jego wieloletniego krytyka cieszy.

Na deser, przejście Ricciardo do Reb Bulla uważam za błąd, Przed rewolucyjnym sezonem pozbywają się starej wygi, Webber, na korzyść młokosa, który nawet w połowie nie może być nazwany ,,nowym Vettel". Moim zdaniem powinni byli załagodzić spór, uzdrowić relacje Marka z Sebastianem i trochę utemperować młodego Niemca, który gwiazdorzy.

piątek, 12 lipca 2013
Powrót do życia i gratulacje dla Valentino Rossiego!

Po prawie 3 miesięcznej przerwie czas wrócić do żywych ludzi. Niestety sesja, praca, sesja praca, a może praca, sesja, praca, sesja. Chociaż chyba jednak bardziej sesja, a może nudny sezon w F1? Spowodowały moją dłuższą przerwę.

źródło: www.interia.pl

Wracając jednak do żywych muszę z wielką stanowczością podkreślić, iż chciałbym, aby obecny sezon się już skończył. Może dlatego, że Vettel znowu dominuje co jest mi nie w smak. Czekam z utęsknieniem na nowe turbodoładowane silniki i to, że wywrócą stawkę do góry nogami. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż Renault ma najbardziej chlubne tradycje w tej materii, a jest w sojuszu z Red Bullem, moje nadzieje mogą spełznąć na niczym. Chyba, że Ferrari lub Honda za 2 lata zaskoczą konkurencję. Nie mogę się też doczekać na powrót Japończyków do F1 i ponowny mariaż McLarena z Hondą. Wspomnienia z Senną odżywają.

Rozczarowywuje mnie to co obecnie dzieje się na torze. Chociaż muszę stwierdzić, iż nielubiany przeze mnie Hamilton pokazuje klasę w Mercedesie, a Rosberg u jego boku szaleje na torze. Boli jednak głupia postawa Sebastiana i jego konflikt z Markiem, który zakończył się w możliwie najgorszy sposób.

źródło: www.interia.pl

Niestety Ferrari również mnie nie zachwyca. Alonso ma problemy w kwalifikacjach i nadrabia to w wyścigu. Massa po drobnych sukcesach na początku sezonu, obecnie prezentuje równy, średni poziom. Zawsze lepsze to niż problemy z awansem do Q2. Widać, iż ich auto nie jest najlepsze. O McLarenie nie będę wspomniał, ponieważ szkoda słów. Osobiście liczyłem mimo wszystko bardziej na Pereza. Miał być genialny dzieckiem. Jeżeliby porównać go do Lewisa, nawet uwzględniając słabość bolidu, to daleko mu do jego poziomu.

Ciekawie prezentuje się Lotusa, a w zasadzie Raikkonen, ponieważ jest on jednoosobowym zespołem. Grosjean w Niemczech zaliczył dopiero swoje drugie podium w sezonie i poza n-tymi kolizjami nie potrafi pokazać nić ciekawego. Najprawdopodobniej dotrwa jednak w zespole do końca sezonu, jako że jego menedżerem jest Eric Boullier. Po sezonie czeka ich z pewnością zmiana jednego, a może nawet dwóch kierowców, jeśli Kimi przejdzie do Red Bulla.

Zostawiając na boku nudnawą F1, jej całkowitym przeciwieństwem jest MotoGP. Sezon co prawda zaczął się od lekkiej dominacji Lorenzo oraz obu kierowców Repsola. Szczególne brawa należą się superdebiutantowi Marco Marquezowi. Dzięki jego postawie i zagrożeniu jakie stwarza, Pedrosa przebudził się i zaciekle walczy o tytuł.

Niestety przegapiłem Grand Prix Holandii na torze w Assen, a działy się tam niezwykle ciekawe rzeczy. Jorge po wywrotce uszkodził nadgarstek i chociaż wystartował i dojechał do mety w niedzielnym wyścigu, ciekawe jak na resztę trudnego sezonu będzie rzutowała jego kontuzja. Przede wszystkim jednak wielkie brawa za upór i wytrwałość należą się Valentino Rossiemu. Włoch wygrywając nie tylko odniósł swoje 80-te zwycięstwo w MotoGP, ale przede wszystkim pokonał zawodników młodszych od niego o pokolenie! Coś takiego nie udało się Schumacherowi. Mam nadzieję, iż zmotywowany tym Vale podtrzyma dobrą passę i będzie kończył wyścigi na podium,  a nie tuż za nim.

poniedziałek, 25 marca 2013
Grand Prix Malezji

Tak się zastanawiam jakie cenzuralne słowo najlepiej określa dzisiejsze zachowanie Vettela na torze. Aktualnie nie znajduję takowego, ale jestem otwarty na propozycje.

foto: interia.pl

Mówiąc, krótko, nasz najmłodszy, trzykrotny mistrz świata, pokazał, iż cały czas jest dalej małym chłopcem, który w wielkich bólach zdobywał swój pierwszy tytuł w roku 2010. Niszcząc wtedy w Turcji wyścig Webberowi, a na Spa Buttonowi. Oczywiście ogromna zachłanność na zwycięstwa cechowała i cechuje, każdego wielkiego kierowcę F1. Schumacher, Senna to najlepsze przykłady ludzi, którzy robili różne rzeczy, aby osiągnąć sukces i przeszli do legendy. W jakimś stopniu wyjątkiem jest Prost, który w całej dramatycznej historii jego sporów z Ayrtonem wydawał się mniej skłonny do manewrów, takich jaki ten dzisiejszy Sebastiana i tym samym bardziej trzeźwo myślący.

Co prawda Vettel w wywiadach po zawodach przeprosił Marka i zespół, nie zmienia to faktu, iż ich relacją mogą zacząć się układać co raz gorzej. Podobnie zaczyna układać się sytuacja w Mercedesie, gdzie po pierwsze iskrzy w samym kierownictwie zespołu, a do tego dochodzą polecenia ukrytego team order w stosunku do Rosberga. Sytuacja jest o tyle ciekawa, iż Hamilton ma mocne wsparcie Laudy oraz został ściągnięty jako gwiazda do zespołu. Jednak pupilkiem teamu oraz koncernu jest Nico, zgodnie z zasadą ,,Niemiec w niemieckim aucie". Zwłaszcza, że przez 3 lata rywalizacji z Schumacherem wywalczył sobie status numeru jeden. O ile nie jestem jego wielkim zwolennikiem, o tyle w obecnej sytuacji może czuć się na pewno w jakimś stopniu zdradzony, oszukany.

foto: interia.pl

Pochwała należy się za to Lewisowi, który poza samą końcówką, gdy skończyły mu się opony, dzielnie walczył z najlepszymi w stawce Red Bullami. Wielka szkoda, iż Alonso przez błąd Ferrari nie ukończył wyścigu. Powinni go byli szybko ściągnąć, a pewnie ukończyłby zawody z jakimiś punktami.

Na sam koniec bardzo chciałbym pochwalić nowego komentatora w telewizji ze słoneczkiem. Podobnie jak w relacjach z MotoGP, które prowadził, cechuje go profesjonalne podejście i sensowne komentarze. Skupia się na tym co się dzieje na torze, podaje czasy, układ stawki i niuanse techniczne. Idealnie by było gdyby był jedynym komentatorem. Na szczęście mówi dużo przez co zabiera mikrofon staremu komentatorowi, skupiającemu się n-ty sezon z rzędu na ploteczkach z paddocku oraz przedstawianiu po kolei wszystkich osób pokazywanych przez realizatora. Nie mówiącemu jednak nic ciekawego, a propo wyścigu. Zmiana jednego komentatora to był ruch w dobrym kierunku, teraz czas na następne. Może studio też warto by poprawić i uatrakcyjnić.

środa, 27 lutego 2013
Kubica oddala się od F1...

Ostatnio jakoś dzieje się, iż przerywam milczenie, tylko wtedy kiedy na horyzoncie pojawiają się mało pocieszające wiadomości, budzące duże emocje.

Nie wiem czy to jakieś fatum, czy raczej nasza szara, krajowa rzeczywistość. Czy może zwyczajny brak bardziej optymistycznych wiadomości spowodowany zimowym letargiem w sportach motorowych, szczególnie tych dotyczących zawodów odbywających się na torach. Tegoroczny Dakar również nie był zbyt optymistyczny. Małym pocieszeniem jest triumf Sebastiana Ogiera w Rajdzie Szwecji, nad swoim bardziej utytułowanym imiennikiem ze stajni Citroena. Tak na marginesie dodam, iż trochę straciłem wiarę w Ogiera kiedy startował Skodą Fabią, jak również nie sądziłem, iż Volkswagen tak szybko odniesie swoje pierwsze zwycięstwo. Kończąc ten wątek dodam, tylko iż ciekawe czy kierownictwo Citroena pluje sobie w brodę, że tak lekko oddało rywalom utalentowanego i niepokornego Ogiera, który pod nieobecność na trasach Loeba może na dłuższy czas zdominować rajdy, a który od samego początku rzucał wyzwanie wielokrotnemu mistrzowi świata, nawet będąc jego zespołowym kolegą.

Wracając jednak do meritum, to bardzo zmartwiła mnie wiadomość jaka pojawiła się w kwestii Roberta, w ostatnim czasie. Zakładając, iż rzeczywiście decyzja o jego startach w ERC kosztem DTM jest prawdziwa, moim zdaniem zamyka mu to na zawsze drogę do F1. Dlatego mam nadzieję, że to zwykła dziennikarska kaczka, tym bardziej że po jego odmowie Mercedes przedłuż kontrakt z Ralfem Schumacherem, który nie wiem dlaczego tam jest tak długo trzymany. Aha wiem, dlatego że ma to samo nazwisko, co jego brat, który był legendą i to tyle jeśli chodzi o mój komentarz co do umiejętności młodszego z braci.

zdjęcie: uk.eurosport.yahoo.com

Robert odrzucając ofertę zespołu spod znaku trójramiennej gwiazdy i możliwość startów w serii DTM popełnił duży błąd. Oczywiście warunki jakie oferował mu niemiecki gigant są tajne i mogły być mało korzystne, ale zakładając, że były normalne, nawet niespecjalnie korzystne, ale po prostu takie jakie dla innych kierowców, to odrzucenie ich, a tym samym wsparcie koncernu to poważny błąd. Nie chodzi tutaj tylko o to, że Mercedes poważnie podchodzi do swojej bytności w F1. Świadczy o tym głęboka reforma przed nadchodzącym sezonem, zwolnienie Norberta Hauga, postawienie dalej na Ross Browna i przede wszystkim ściągnięcie Hamiltona. Kubica jeśli powróciłbym do pełni sprawności, mógłby być świetnym partnerem dla Anglika, zamiast mimo wszystko bezbarwnego Rosberga.

Taka, a nie inna decyzja Roberta może też świadczyć, iż zdaje sobie sprawę z nieodwracalności pewnych biologicznych procesów związanych z jego zdrowiem i ręką. Nie chce mi się wierzyć, aby wybrał ERC kosztem DTM i bliskości świata F1, tylko z miłości do rajdów! Byłoby to całkowicie nieracjonalne, a zawsze tego typu działa cechowały naszego kierowcę. Chociaż pewnie wiele osób ma co do tego wątpliwość biorąc pod uwagę konsekwencje jego rajdowego hobby.

(Raikkonen jeszcze Citroenem C4 WRC w Rajdzie Niemiec 2010)

zdjęcie: zimbio.com

Kolejna kwestia, która mnie nurtuje i wiążę się ze startami w ERC, nie wiem czemu jakoś kwestia jego startów w WRC ucichła, jest komunikacja Polaka z kibicami i mediami. Nie mam na myśli robienia widowiska ze swojego bohaterskiego powrotu do zdrowia i tym podobnych rzeczy, na które decydują się celebryci. Nie mniej większy dostęp do informacji i kontakt z kibicami by nie zaszkodził. Co wytknął mu kiedyś redaktor naczelny jednego z branżowych magazynów, iż nie szanuje przez takie zachowanie, milczenie, sowich fanów.

Kończąc jedynym pozytywnym aspektem startów Kubicy w ERC byłaby możliwość zobaczenia go we wrześniu na mazurskich szutrach w Mikołajkach. Dale jednak uważam, iż medialnie dla niego oraz polskiego motosportu w ogóle, byłoby korzystniejsze, aby brał udział w zawodach WRC. Wiadomo, iż Robert chce wszystko robić powoli i stopniowo, żeby dobrze się przygotować. Inaczej postąpił pewny fiński mistrz świata F1. Nie mniej Polak posiada już spore doświadczenie w tej dyscyplinie, większe niż miał Kimi. Dlatego ciekawie byłoby oglądać jego starty na światowych trasach i móc je porównać z dokonaniami Raikkonena sprzed 2 lat.

Cóż zawsze zostaje emocjonowanie się powrotem Valentino Rossiego do Yamahy i jego rywalizacją z Lorenzo oraz Pedrosą...

poniedziałek, 26 listopada 2012
Grand Prix Brazylii

Nie tak miało być! Po prostu nie tak miał się skończyć ten sezon!

foto: www.interia.pl

Ten felieton będzie wyjątkowo nieobiektywny, chociaż zazwyczaj nie jestem obiektywnym, tylko czasem staram się być. Dlatego nie jestem dziennikarzem, który z założenia powinien być obiektywny lub powinien takiego udawać, jak niemieccy dziennikarze z RTL-u zawsze skupiający się na dokonaniach krajanów w poszczególnych Grand Prix.

Wracając jednak do wyścigu, to jak już pisałem nie tak miało to wyglądać! Dalej uważam, iż Vettel nie zasłużył na trzeci mistrzowski tytuł i przejście do historii jako trzecia osoba, która dokonała tego podrząd. Pierwszy był Fangio, a po nim Schumacher. Oczywiście Sebastian jest najmłodszy.

Alonso robił co mógł, wyciągnął w tym roku 200% normy, jak przodownik pracy, z Ferrari, ale to było za mało. Zabrakło punktów, które odebrał mu Lotus, na Spa Grosjean, a w Japonii Raikkonen. Trzeba jednak wspomnieć, iż Vettel stracił punkty w Walencji i na Monzie z powodu awarii auta, czegoś co nie przytrafiło się przez cały sezon Hiszpanowi.

foto: www.interia.pl

Odliczając Fernando dwa nieukończone wyścigi, w pozostałych 18 tylko 5 razy nie stał na podium! Vettel nie ukończył jednego, na Monzie był sklasyfikowany jako 22, ale aż 9 razy dojeżdżał do mety poza czołową trójką.

Alonso zabrakło zwycięstw. Świetnie przebijał się po słabszych kwalifikacjach na czołowe lokaty. Gdyby częściej startował z pierwszych linii, szanse na końcowy sukces byłyby większe. Receptą na to jest, po prostu konieczność zbudowania dobrego auta, które jest w stanie pojechać rewelacyjny pojedyncze okrążenie w kwalifikacjach. W wyścigu i tak Fernando nadrabia swoją walecznością oraz doświadczeniem.

Może czas sięgnąć do kieszeni FIAT-a i kupić Adriana Newey'a, któremu w CV brakuje tylko projektowania aut dla Scuderii, po sukcesach z Williamsem i McLarenem. Warto też pomyśleć czy nie czas dać szansę komuś młodemu, aby poprowadził zespół ze skaczącym koniem po upragnione mistrzostwo. Przykład Christiana Hornera i udany sezon Erica Boulliera w Lotusie dają dużo do myślenia.

foto: www.interia.pl

Jeżeli chodzi o pozytywne kwestie to przede wszystkim wielkie brawa dla Massy. Dzięki jego cudownej jeździe, zmartwychwstał jak James Bond w Sky Fall, Ferrari wydarło wicemistrzostwo konstruktorów McLarenowi - 6 zwycięstw angielskiego zespołu przy 3 włoskiego. Alonso zaś mógł spokojniej walczyć w Sao Paulo o tytuł. Widać wyraźnie, iż Brazylijczyk poprawił swoją jazdę od czasu zawodów na Silverstone, a ostatecznie pokrzepiło go podium w Japonii. Dlatego trzecie miejsce w domowym wyścigu to osłoda trudnego i ciężkiego sezonu, w którym był bardzo mocno krytykowany. Dobrze, że Ferrari przedłużyło  z nim kontrakt. Mam nadzieję, iż za rok zobaczymy go słuchającego brazylijskiego hymnu.

Równie wielki słowa uznania należą się Buttonowi. Wyprzedzając Hamilton pokazał, iż słusznie McLaren postawił na niego i to uwzględniając fakt, iż pierwszą połowę sezonu miał tragiczną, a jego własny zespół sugerował, że będzie tylko pomocnikiem Lewisa w walce o mistrzostwo. Tym czasem ukończył sezon raptem 2 pkt. za kolegą z zespołu. Kolejny sezon może być jego, jeżeli tylko McLaren dopracuje niezawodność swojego auta oraz wyeliminuje błędy podczas pit stopów. Ku zaskoczeniu wszystkich, dla Sergio Pereza Jenson będzie dużo trudniejszym zespołowym kolegą do pokonania niż potencjalnie szybszy, ale czasem tracący zimną krew Hamilton.

MICHAEL NIE ODCHODŹ!

foto: www.interia.pl

Na sam koniec warto wspomnieć o Nico Hulkenbergu. Tegoroczne Grand Prix pokazało ,iż tor Interlagos mu odpowiada. Jeżeli Sauber przygotuje równie dobre auto za rok, może on odnieść duży sukces na tym obiekcie. Czy będzie równie konkurencyjny na innych torach? Przekonamy się, ale nie wiem czemu ale jakoś nie przekonuje mnie talent młodego Niemca.

piątek, 23 listopada 2012
Grand Prix USA

Mdławy wyścig w Teksasie dawno za nami. Warto jednak wspomnieć o nim przed decydująca rozgrywka, która odbędzie się w ten weekend w Brazylii.

foto: www.interia.pl

Osobiście czekałem z niecierpliwością na wrażenia z nowego toru w Austin. Liczyłem na temperamentnych kowbojów, którzy pokażą charakter. A jedynym elementem, który mi się podobał była ładna aleja serwisowa. Cała reszta wyszła dużo gorzej niż Abu Zabi, nie mówiąc o Singapurze. Gorsza jest chyba tylko Korea.

W kwestii samego wyścigu to najbardziej zainteresowała mnie reakcja Vettela, po tym jak wyprzedził go Hamilton. Sebastian zachował się, mówiąc krótki jak panienka. Denerwował się, że to był głupi manewr wyprzedzenia. W odpowiedzi na co jego inżynier wyścigowy kazał mu się w domyśle uspokoić i skupić na tym co ma robić. Niestety ale nie tak zdobywał się mistrzowskie tytuły. Przykładem z F1 jest na pewno Alain Prost, który kalkulował, kalkulował i jeszcze raz kalkulował. Świeższym przykładem jest rówieśnik Vettela, również dwukrotny mistrz świata MotoGP, Jorge Lorenzo. Chociaż jest Hiszpanem i powinien słynąć z temperamentu, w drugiej połowie sezonu po prostu kalkulował i nie frustrował się faktem, iż po mimo dobrego startu i P1 wyprzedzał go Dani Pedroza. Dojeżdżając na drugich miejscach i wygrywając kiedy odpadał Pedroza, zapewnił sobie tytuł na wyścig przed końcem sezonu. Co więcej we wszystkich zawodach, które ukończył, nie stawał na miejscu niższym niż drugie! Dwa razy tylko nie dojechał do końca, z czego drugi miał miejsce w ostatnim wyścigu sezonu, kiedy jechał w ogóle nie kalkulując i miał kolizję z dublowanym zawodnikiem.

foto: www.interia.pl

Vettel, podobnie jak w 2009 roku na Spa kiedy wyprzedził go Kubica lekko spychając z toru, dał upust swojej frustracji przez radio. Nie wiem czy tak zachowuje się człowiek, który ma jak Schumacher zdominować F1?

Mówiąc chwile o Robercie warto zwrócić uwagę na fakt, iż nigdy nie wystartował jako kierowca F1 w wyścigu rozgrywanym w USA. W 2007 roku po wypadku w Kanadzie zastępował go Sebastian. Z kolei rok wcześniej był tylko testerem i tylko brał udział w piątkowych treningach. Swoją drogą był kolejno trzeci i drugi na torze w Indianapolis. Dzień później etatowy kierowca BMW Saubera, Jacques Villeneuve, zamknął punktowaną ósemkę w ostatnim wolnym przejeździe.

Na sam koniec zapomniałem dodać, poza gratulacjami dla Red Bulla za mistrzostwo świata konstruktorów, że jedynym pozytywnym aspektem Grand Prix USA jest fakt, iż walka o tytuł trwa nadal i Alonso wciąż ma szansę na tytuł. Czy będzie jak w 2006, czy jak w 2010 roku przekonamy się już w tą niedzielę.

foto: www.interia.pl

P.S.

Na koniec sezonu mógłby Hamilton lub Grosjean wyświadczyć przysługę, wjeżdżając na starcie w Vettela. Drobna kolizja, tzn. chciałem powiedzieć incydent wyścigowy, nikomu nie zrobiłaby różnicy. Zwłaszcza w tak bezwzględnym sporcie jak F1, gdzie kiedyś dosypywano przeciwnikom różnych substancji do baków.

Swoją drogą Formuła 1 kiedyś wydawała się inna, bardziej mistyczna...

sobota, 17 listopada 2012
Robert Kubica - zmarnowana szansa?

Nie ukrywam, iż bardzo długo się zastanawiałem czy napisać ten tekst. Czy może schować go gdzieś do szafy i nie narażać się na potencjalną krytykę? Zwłaszcza, że serce się raduje, kiedy Robert startuje w rajdach.

www.onet.pl

Niestety po ostatnim wywiadzie Polaka z BBC trzeba odłożyć sentymenty, dobro narodowe, emocje, serce i spojrzeć na sprawę realnie. Na pewno ostatnie sukcesy Kubicy w rajdach, wygrany dziś Rajd di Como, cieszą, ale w ogólnej perspektywie to wszystko jest namiastką. Po prostu nie tak miało być.

Kierowcy F1 to ludzie żyjący na krawędzi. Uwielbiają ryzyko, adrenalinę i rywalizację, to ich napędza. Nasz rodak nie jest w tym momencie wyjątkiem. Jednak w przeciwieństwie do innych np.: Schumachera czy Coultharda, jego kontrakt z Renault nie zakazywał pewnych rzeczy, co niestety skończyło się bardzo źle. BMW było bardziej restrykcyjne pod tym względem.

Zakazy jazdy na nartach lub innej aktywności, która mogłaby przyczynić się do kontuzji kierowcy są na porządku dziennym w świecie Formuły 1. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do piłki nożnej, gdzie dość prosto można jednego zawodnika zastąpić innym, w motosporcie, a szczególnie w F1 wiąże się to z wielomilionowymi kosztami i stratami. Przykład chociażby beznadziejnego startu D'Ambrosio na Monzie, kiedy zastępował zawieszonego Grosjeana.

(Schumacher na Ducati 1098)

Schumacher wielki pasjonat piłki nożnej, grywał czasem na poziomie III-ligowym lub wręcz regionalnym i to głównie po tym jak odszedł z F1 w 2006 roku. Do tego i tak uważał, aby w odpowiednim momencie odstawić nogę, była to forma zabawy, nie rywalizacji. Kiedy zaczął próbować swoich sił w wyścigach motocyklów skończyło się kontuzją.

Warto pamiętać, iż w motosporcie poziom bezpieczeństwa rośnie proporcjonalnie do rangi zawodów, budżetu i ich prestiżu. Dlatego paradoksalnie stary  w małych lokalnych rajdach lub wyścigach mogą być bardziej niebezpieczne niż w F1, gdzie prędkości i poziom trudności jest większy, ale za to bezpieczeństwo i dostępne technologie są ogromne.

Obiektywnie patrząc sytuacja Roberta nie jest ciekawa, jeżeli w ciągu najbliższego roku, przed początkiem sezonu 2014 nie uda mu się powrócić do F1, to raczej nie zobaczymy go tam już nigdy! Starty w innych seriach wyścigowych to swoista wegetacja. Serie zawodów aut GT lub wyścigi długodystansowe to pole w dużej mierze dla kierowców, którzy osiągnęli swój maksymalny pułap i nie są w stanie iść dalej, albo jest to dla nich sportowa emerytura. Przykładem tutaj jest Anthony Davidson, który nie poradził sobie w Minardi, BAR i Super Aguri. Kiedyś zawodnicy startowali w Le Mans jako uzupełnienie sezonu F1, dodatkowe zobowiązania wynikające z umowy z producentem, świadczy o tym chociażby osoba Jacky'iego Ickx'a.

(od lewej Nikola Larini i Gabriele Tarquini)

Serie takie jak DTM lub WTCC również nie zachwycają. W pierwszej po latach świetności w F1 startowali lub startują David Coulthard, jego partner z McLarena, Mika Hakkinen oraz Ralf Schumacher. Niemieckim wyścigom trzeba oddać, iż w pewien sposób wypromowały Paula di Restę. Z kolei starty w WTCC mają być sposobem na spędzenie emerytury dla Sebastiana Loeba, a i w tej serii startują kierowcy z epizodyczną przeszłością w F1, jak Nikola Larini czy Gabriele Tarquini.

Wydaję się, iż starty w Rajdowych Mistrzostwach Świata to jedyne słuszne i sensowne rozwiązanie dla Roberta, jeżeli nie uda się poprawić sprawności ręki. Po odejściu Loeba jest na tym polu spora nisza do zagospodarowania. Jednak fakt odejście oficjalnego zespołu Forda na pewno nie przybliżyła Kubicy do startów fabryczną maszyną WRC, a tylko takie rozwiązanie miało by sens.

czwartek, 08 listopada 2012
Grand Prix Abu Zabi

Tak jak opadł kurz po niedzielnym wyścigu, tak opadły już emocje i teraz dopiero można na spokojnie się przyjrzeć temu co działo się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

foto: www.wp.pl

Kierowców w tym wyścigu można podzielić na tych, którzy mieli pecha oraz szczęśliwców. Do pierwszej grupy zaliczają się wszyscy, którzy nie ukończyli zawodów. W tym szacownym gronie znajduje się przede wszystkim Hamilton, ale też Webber, Rosberg czy Grosjean. Warto zauważyć, iż pierwszy raz od dawna to nie Francuz był sprawcą zamieszania na torze, a temperamentny czy może bezmyślnym w tamtej sekundzie Sergio Perez, typowany na przyszłą gwiazdę McLarena. Do niezadowolonych można też zaliczyć Buttona, który dał się ograć na ostatnich okrążeniach Vettelowi.

Swoją drogą kolejna dziwna awaria w McLarenie, przez którą Lewisowi uciekło niemal pewne zwycięstwo wydaję się potwierdzać racjonalność jego decyzji o odejściu z zespołu. Pytanie czy Mercedes to właściwy kierunek?

Jeżeli chodzi o grono szczęśliwców to jest ono dużo bardziej egalitarne, kameralne, wręcz dwuosobowe. Duet Raikkonen-Vettel to najwięksi zwycięzcy tegorocznego wyścigu. Lotus został szóstym zespołem w sezonie, który wygrał Grand Prix, a Fin ósmym różnym kierowcą. Iceman ostatni raz stał na najwyższym stopniu podium podczas zawodów na torze Spa, w sezonie po którym odszedł z F1. Z kolei dla jego zespołu była to pierwsza wiktoria od czasu sukcesu Alonso w Japonii w 2008 roku.

foto: www.wp.pl

Sebastian, a raczej jego zespół jest perfekcyjny jak przysłowiowy szwajcarski zegarek i Ferrari w czasach Jeana Todta. Nie pozostawiają nic przypadkowi. Vettel, co muszę przyznać, jest świetnym kierowcą, ale bez cuda techniki od Adriana Newey'a i dużej ilości szczęścia nie straciłby tylko 3pkt. do Alonso podczas tego weekendu.

Ostatnią, jednoosobową grupą jest właśnie Hiszpan, który zrobił co mógł żeby tylko odrobić jak najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej. Walka o tytuł jest otwarta i o ile w Austin nie będziemy świadkami jakiegoś trzęsienia ziemi, rozstrzygnięcie jak w latach 2006-2008 zapadnie podczas zawodów na torze Interlagos.

Nie wiem tylko czemu, chociaż kolejny raz w tym roku emocji nie brakowało w niedzielnym wyścigu pozostaje zawsze jakiś smutek. Może dlatego, że to już ostatnie zawody z udziałem Schumachera, którego praktycznie nie pokazywali na torze Yas Marina, a może to tęsknota za Robertem? Zwłaszcza, że wolne miejsca w kokpitach na sezon 2013 powoli się zapełniają, czego przykładem jest przejście Hulkenberga do Saubera w przyszłym roku.

foto: www.wp.pl

Jednocześnie odrzuciłbym jako absurdalną teorię, iż Hulkenberg oraz Kubica nie zostaną zawodnikami Ferrari w przyszłości, ponieważ są za wysocy w stosunku do Alonso i Massy, co utrudnia konstrukcję odpowiedniego kokpitu.

wtorek, 30 października 2012
Grand Prix Indii

Przegrzewające się hamulce i przebite opony - główne atrakcje niedzielnego wyścigu na Półwyspie Dekan.

foto: www.interia.pl

Poza poważnymi problemami z hamulcami w obu bolidach zespołu HRT, co doprowadziło ostatecznie do tego, iż Pedro de la Rosa nie ukończył wyścig, a dodatkowo chyba pierwszy raz w tym sezonie mieliśmy na wizji podsłuch radia Karthikeyana, którego inżynier wyścigowy informował o ,,palącym się problemie", zbyt wielu emocji nie doświadczyliśmy.

Przypadki Schumachera i Pereza, którym po przebiciu, zanim dojechali do paddocku, opony spadły z felg i potoczyły się w siną dal, można wrzucić do jednego worka.

Wyłączając powyższe sytuacje prawdziwe emocje mieliśmy tylko w trzech przypadkach. Pierwszym był manewr wyprzedzania Alonso, kiedy w końcu udało mu się zbliżyć na odpowiednią odległość do mającego problemy z KERS-em Webbera.

foto: www.interia.pl

Kolejna kwestia to szalejący na torze Senna. Brazylijczyk naprawdę imponował formą oraz nieustępliwością, walcząc z Kobyashim, Maldonado oraz Rosbergiem, którego jak wiemy nie jest tak łatwo wyprzedzić. Za Nico jadącym, jak zatankowana niemiecka ciężarówka, nie raz utykał Robert Kubica. Bruno w tym roku punktuje dużo bardziej regularnie, gdyby udało mu się np.: wywalczyć podium w Brazylii, karta mogłaby się odwrócić na jego korzyść. W Williamsie i dzięki radom Alexa Wurza wyraźnie dojrzał.

Wisienką na torcie była postawa Massy, który pokrzepiony podium w Japonii oraz kontraktem z Ferrari na kolejny sezon zdecydowanie odżył. Jeszcze w pierwszej połowie sezonu, jestem pewien, że w końcu popełniłby głupi błąd i dał się wyprzedzić Raikkonenowi. Teraz zwycięsko dowiózł 6 miejsce do końca.

foto: www.interia.pl

Wszyscy mówią, iż są jeszcze trzy wyścigi do końca sezonu i, że decydująca walka rozegra się dopiero na torze Interlagos. Moim zdaniem zadecyduje już najbliższa runda w Abu Zabi, gdzie faworytem będzie Vettel. Fernando też potrafi tam jeździć, ale sądzę, iż Red Bulle będą miały przewagę, a ponieważ ciężko tam wyprzedzać, co było widać w 2010 roku, większa prędkość maksymalna na prostych może nie wystarczyć. Rundach w Teksasie to wielka niewiadoma, jak każdy nowy obiekt. Równie dobrze może tym wygrać McLaren lub Mercedes. Jeżeli w Abu Zabi wygra Sebastian, a Alonso dojedzie jako trzeci, przedzielony Webberem albo Hamiltonem, jego strata wzrośnie do 23 pkt., co może niestety przesądzić, o tym kto będzie dalej ,,tylko" dwukrotnym, a kto zostaniem po sezonie 2012 trzykrotnym mistrzem świata...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie