To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
wtorek, 30 października 2012
Grand Prix Indii

Przegrzewające się hamulce i przebite opony - główne atrakcje niedzielnego wyścigu na Półwyspie Dekan.

foto: www.interia.pl

Poza poważnymi problemami z hamulcami w obu bolidach zespołu HRT, co doprowadziło ostatecznie do tego, iż Pedro de la Rosa nie ukończył wyścig, a dodatkowo chyba pierwszy raz w tym sezonie mieliśmy na wizji podsłuch radia Karthikeyana, którego inżynier wyścigowy informował o ,,palącym się problemie", zbyt wielu emocji nie doświadczyliśmy.

Przypadki Schumachera i Pereza, którym po przebiciu, zanim dojechali do paddocku, opony spadły z felg i potoczyły się w siną dal, można wrzucić do jednego worka.

Wyłączając powyższe sytuacje prawdziwe emocje mieliśmy tylko w trzech przypadkach. Pierwszym był manewr wyprzedzania Alonso, kiedy w końcu udało mu się zbliżyć na odpowiednią odległość do mającego problemy z KERS-em Webbera.

foto: www.interia.pl

Kolejna kwestia to szalejący na torze Senna. Brazylijczyk naprawdę imponował formą oraz nieustępliwością, walcząc z Kobyashim, Maldonado oraz Rosbergiem, którego jak wiemy nie jest tak łatwo wyprzedzić. Za Nico jadącym, jak zatankowana niemiecka ciężarówka, nie raz utykał Robert Kubica. Bruno w tym roku punktuje dużo bardziej regularnie, gdyby udało mu się np.: wywalczyć podium w Brazylii, karta mogłaby się odwrócić na jego korzyść. W Williamsie i dzięki radom Alexa Wurza wyraźnie dojrzał.

Wisienką na torcie była postawa Massy, który pokrzepiony podium w Japonii oraz kontraktem z Ferrari na kolejny sezon zdecydowanie odżył. Jeszcze w pierwszej połowie sezonu, jestem pewien, że w końcu popełniłby głupi błąd i dał się wyprzedzić Raikkonenowi. Teraz zwycięsko dowiózł 6 miejsce do końca.

foto: www.interia.pl

Wszyscy mówią, iż są jeszcze trzy wyścigi do końca sezonu i, że decydująca walka rozegra się dopiero na torze Interlagos. Moim zdaniem zadecyduje już najbliższa runda w Abu Zabi, gdzie faworytem będzie Vettel. Fernando też potrafi tam jeździć, ale sądzę, iż Red Bulle będą miały przewagę, a ponieważ ciężko tam wyprzedzać, co było widać w 2010 roku, większa prędkość maksymalna na prostych może nie wystarczyć. Rundach w Teksasie to wielka niewiadoma, jak każdy nowy obiekt. Równie dobrze może tym wygrać McLaren lub Mercedes. Jeżeli w Abu Zabi wygra Sebastian, a Alonso dojedzie jako trzeci, przedzielony Webberem albo Hamiltonem, jego strata wzrośnie do 23 pkt., co może niestety przesądzić, o tym kto będzie dalej ,,tylko" dwukrotnym, a kto zostaniem po sezonie 2012 trzykrotnym mistrzem świata...

wtorek, 23 października 2012
Marco Simoncelli

Teraz miałby 25 lat i z pewnością z pasją walczył o kolejne miejsca na podium. Niestety od roku nie ma go już wśród nas.

foto: www.zigwheels.com

Dzisiaj cały świat motosportu wspominał zmarłego tragicznie przed rokiem włoskiego motocyklistę Marco Simoncelli'ego. To co zdarzyło się na drugim okrążeniu Grand Prix Malezji na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Dla Valentino Rossiego to szczególny dzień, ponieważ bardzo przyjaźnił się z popularnym ,,Supersic", a do tego on i Colin Edwards byli zaangażowani w tą tragiczną kolizję na torze.

Podobnie jak tragedia Ayrtona Senny powinna posłużyć do podniesienia poziomu bezpieczeństwa. Niestety motocykle to nie bolidy F1, w których jak w autach drogowych można dopracować strefy zgniotu lub poprawić pasy bezpieczeństwa.

Jednocześnie niebezpieczeństwo to przyciąga tłumy kibiców na tory na całym świecie. Tylko w ostatni weekend na rozegranych w Malezji zawodach było około 70 tys. fanów i to przy padającym mocno deszczu, praktycznie przez cały weekend. Jak bardzo warunki były trudne najlepiej świadczy fakt, iż aż 8 zawodników zaliczyło upadki, a bliski był go też sam Jorge Lorenzo.

obie foto: www.gearheadexchange.net

Wracając jednak do Marco, możemy tylko domyślać, iż gdyby był dalej wśród nas i jeździł z taką pasją jak zawsze, mógłby w 2013 roku zająć drugi motocykl w zespole Yamahy lub Hondy zamiast powracającego Rossiego albo debiutującego Marca Marqueza.

Niestety statystyki zawodnika z numerem 58 zatrzymały się na zawsze na dwóch podiach oraz 2 pole position wywalczonych w 2011 roku...


czwartek, 18 października 2012
Ford odchodzi z WRC!

Niestety wszystko wskazuje, iż to koniec ,,American dream". W 2013 roku Ford nie będzie miał swojego fabrycznego zespołu w Mistrzostwach Świata.

Przyczyna jest dość prozaiczna, ekonomia. Spadająca sprzedaż i ogromne straty zmusiły amerykańskiego giganta do podjęcia tak drastycznych kroków, jak wycofanie się ze sponsorowanie własnego zespołu.

Na szczęście same auta, z owalem na masce, nie zniknął z rajdowych tras. Malcom Wilson, od 1997 roku szef Ford WRC Team, a wcześniej kierowca rajdowy, zapowiada dalszy rozwój Fiesty RS na kolejny sezon. Wszystko wskazuje na to, iż M-Sport będzie nadal budował auta we współpracy z Fordem, jednak nie będą one startowały pod dotychczasowym szyldem. Zmiana nazwy to niby nie wiele. Pytanie czy producent będzie w takim samym stopniu, jak wcześniej dbał o rozwój swoich rajdówek?

Kolejne pytanie brzmi, czy dotychczasowy fabryczny zespół Forda pozyska po prostu nowego sponsora i zmieni nazwę, tak jak zrobił Citroen z Kronosem w 2006 roku czy też nastąpi połączenie obecnego teamu Forda z M-Sportem. Obecnie i tak łączy ich osoba szefa zespołu, Malcoma Wilsona. Z czterech zawodników, Jari-Matti Latvala, Petter Solberg, Jewgienij Nowikow i Ott Tanak, dwóch musi odpaść w takim przypadku. Zakładając, że najstarszy z nich, Norweg, zakończy karierę lub utworzy tak jak wcześniej własny zespół, dalej mamy o jednego chętnego za dużo. A przecież jest jeszcze wschodząca gwiazda, Mads Ostberg, który również zasługuje na jak najlepiej przygotowane auto.

foto: www.rallybuzz.com

Możliwości ułożenia tej układanki jest wiele, zwłaszcza, że po odejściu Loeba zwolniło się jedno miejsce w Citroenie, a nie jestem przekonany czy Hirvonen jest odpowiednią osobą na lidera zespołu?

Wracając jednak do Forda to od wielu, wielu lat pisał on historię rajdowych samochodowych mistrzostw świata. Jeszcze pod koniec lat 70-tych tytuł Escortem wywalczył Szwed Björn Waldegård, a dwa lata po nim słynny Fin, Ari Vatanen. Co ciekawe to pierwsze i ostatnie sukcesy jeżeli chodzi o indywidualną klasyfikację. Jako zespół byli dwukrotnie najlepsi nie tak dawno, w latach 2005-2006.

Na ich starty nie można patrzeć tylko przez pryzmat tytułów. Stworzyli wiele wspaniałych aut, które odnosiły sukcesy w rajdach i przeszły do legendy. Jeszcze w czasach słynnej Grupy B udało im się wyprodukować zapamiętany przez wszystkich model RS200. Niestety Joaquim Santos prowadzący to auto w 1986 roku podczas Rajdu Portugalii spowodował jeden z najtragiczniejszych wypadków, zginęło 3 kibiców, co przyczyniło się do zakazu startów aut Grupy B z końcem sezonu.

(Ari Vatanen w Escorcie Mark II)

Bardziej współczesnym kibicom Ford kojarzy się z modelem Escort i startującymi nim takimi kierowcami jak Carlos Sainz oraz zaczynający swoją karierę w rajdach Tommi Makinen. Dla amerykańskiego producenta startował też inny legendarny Fin, Juha Kankkunen. Kto nie pamięta Focusa z reklamą Martini prowadzonego przez ś.p. Colina McRae. Popularny McCrash jest nieodłącznie związany wizerunkowo z Fordem, tak jak Walter Röhrl z Audi i tak już chyba pozostanie.

Ostatnie lata to ciężka rywalizacja z  Citroenami i Loebem, a honoru aut z owalem bronili, Marcus Grönholm, Miko Hirvonen i wspomniany Jari-Matii Latvala. Pytanie kto będzie następny?

Odejście Forda jak sponsora w pewien sposób zamyka drogę Kubicy do regularnych startów w fabrycznym zespole. Polak miał bardzo dobre układy z szefostwem, jednak w zaistniałej sytuacji muszą ciąć koszta i raczej nie będzie ich stać na luksus sponsorowania kierowcy startującego tylko w rajdach asfaltowych.

Jednocześnie chociaż ekonomiczna reforma w świecie WRC i powstanie nowego, tańszego auta okazał się sukcesem, za rok zobaczymy Polo, Yariskę oraz Hyundaia, to jak widać wszechobecny kryzys dotknął też rajdy i to po tym jak pozbyły się drogich oraz naszpikowanych elektroniką aut.

wtorek, 16 października 2012
Grand Prix Korei

Historia toczy się kołem, można powiedzieć po niedzielnym wyścigu oraz poniedziałkowych newsach i nie mam tutaj na myśli tylko powtórki z sezonu 2010 lub 2011.

foto: www.theformula1.com

Sezon F1 jeszcze się nie skończył, więc jakby powiedział Murray Walker wszystko może się zdarzyć, zwłaszcza że jest to najbardziej emocjonujący i nieprzewidywalnym sezon w historii!

Nie ukrywam, iż też żywię taką, że nie wszystko jeszcze jest skończone. Ciągle przed nami są 4 wyścigi, z czego zupełnie nowym, w Austin w Teksasie. Jednak wyjście Vettela na prowadzenie po serii 3 zwycięstw z rzędu nie napawa mnie optymizmem. Obecne sukcesy Niemca zaczynają powoli przypominać jego poczynania w roku ubiegłym.

Pytanie czy Ferrari w połowie sezonu po prostu pokpiło sprawę czy to raczej pech, że Alonso stracił cenne punkty w Belgii oraz Japonii. Z drugiej strony to samo spotkało Sebastiana w Walencji oraz na Monzie. Na razie jednak zdają się nadciągać demony z 2010 roku, kiedy to Alonso cały czas prowadził by dać się ograć na samym końcu. Obecnie ma jeszcze czas, aby odrobić stratę i wyjść na prowadzenie. Zwłaszcza, że reszta stawki realnie nie liczy się już w grze. Matematycznie jest 100 pkt. do zdobycia. Jednak jako prawdziwego rywala z reszty należy traktować dopiero czwartego Hamiltona, który ma ,,tylko" 62 oczka straty do Hiszpana i sam mówi, że walka o tytuł się dla niego skończyła. Będącego przed nim Raikkonena nie liczę, gdyż nie odniósł w tym sezonie zwycięstwa i na razie nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić. Dodatkowo od czasu Grand Prix Belgii złapał lekką zadyszkę i nie pojawił się już na podium. A może to pozostali rywale podkręcili tempo?

foto: www.worldcarfans.com

Bardziej niż wyścig w mało porywającej Korei zainteresowały mnie poniedziałkowe poranne newsy, a przede wszystkim jeden z nich donoszących, iż od 2014 roku Vettel będzie kierowcą Ferrari. Oczywiście przy chwilowym założeniu, że jest to prawda, pomimo dementi ze strony Luca di Montezemolo. Określenie historia toczy się kołem, a raczej Seb podążą drogą swojego idola, Schumiego, pasuje tutaj najlepiej.

Teraz chwila na moje osobiste wynurzenia. Chociaż obecnie bardzo lubię Michaela, nie byłem jego wielkim fanem kiedy jeździł w Ferrari i seryjnie wygrywał. Kibicem Vettela nie jestem tym bardziej. Przyszłą ponowną niechęć do Scuderii z pewnością będzie mi osładzała osoba hiszpańskiego mistrza świata, jeżeli nie zakończy wcześniej kariery. Za to z pewnością po odejściu Lewisa do Mercedesa do moich łask wróci McLaren, tak samo jak kiedy jeździł dla nich duet Coulthard - Hakkinen, a potem Raikkonen. Po prostu historia toczy się kołem...

Wracając na chwilę do Vettela. Jeżeli uda mu się pomimo trudnego sezonu zdobyć mistrzostwo po raz trzeci z rzędu i dołączyć tym samym do panteonu sław, Fangio oraz Schumachera, to chociaż go nie lubię, zasługuje na słowa wielkiego uznania. Podobnie jak cały, ciężko pracujący zespół Red Bulla, a w szczególności Adriana Newey'a.

foto: www.interia.pl

czwartek, 11 października 2012
Wielki sukces Loeba! teraz czas na WTCC?

W zasadzie mógłbym napisać, wielki sukces Loeba, a Schumacher odchodzi do lamusa. Na nieszczęście dla Michaela odszedł on już tam rok temu.

foto: www.rallysportlive.com

Sebastien zdobywając 9 tytuł mistrza świata z rzędu dokonał czegoś niewyobrażalnego! Schumi był 7-krotnie najlepszy w F1. Giacomo Agostini 8 razy nie miał sobie równych w królewskiej klasie 500ccm, nie licząc tytułów w mniejsze klasie 350ccm. Tom Kristensen przebił sukcesy Jacki'ego Icka w Le Mans 24h i był 8 razy najszybszy. Jednak do tej pory nikt w czołowych dyscyplinach światowego motosportu, z uwzględnieniem tak egzotycznej dla nas serii wyścigowej jak NASCAR, nie mógł się pochwalić takim sukcesem jak Francuz i do tego osiągniętym roku, po roku z tym samym zespołem. Coś niebywałego!

Warto pamiętać, iż swego czasu za najlepszego kierowcę rajdowego mistrza uznawano Waltera Röhrla, ,,aż" dwukrotnego mistrza świata. Następnie pałeczkę po nim przejął Juha Kankkunen, który miał dwa razy więcej sukcesów niż Niemiec. Rekord byłego zawodnika m.in Lancii i Toyoty wyrównał jego rodak, Tommi Makinen, jednak podobnie jak Loeb swoje tytuły zdobywał jeden, po drugim. Odnosząc je miał sporo szczęścia, a rywalizującego z nim Carlosa Sainza prześladował straszny pech, jak Wielkiej Brytanii w 1998 roku.

Dotychczas mieliśmy np.: erę rajdowej grupy B, obecnie zbliżamy się do końca dekady Sebastiena Loeba, która bez wątpienia jest wydarzeniem bez precedensu w całej historii motosportu. Paradoksalnie zabija ona ten sport, ponieważ ile razy można ciągle oglądać jednego kierowcę odnoszącego sukcesy. Chociaż należy oddać, iż były sezony z dużą dawką emocji, chociażby rok 2007 i jego dramatyczna końcówka.

Patrząc na dokonania Francuza i porównując je z osiągnięciami Schumachera, ciężko uwierzyć że ktoś mógł być lepszy niż niemiecki dominator. Oczywiście rajdy to nie F1, ale 75 zwycięstw przy mniej ilości rozgrywanych zawodów niż w królowej sportu, robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza, że przecież imprezy te odbywają się na normalnych zwykłych drogach, tylko chwilowo zamkniętych, a nie na sterylnie wręcz przygotowanych torach.

Poziom zaawansowania rajdówek jest zbliżony do bolidów F1. Ten pierwszy sport ma jednak już za sobą ,,ekonomiczno-ekologiczną" reformę, co zaowocowało tym, iż za rok dołączy do stawki VW Polo, a i Hyundai się przymierza do MŚ. F1 zmiany szykują się dopiero w 2014 roku.

Jeden z wielkich rywali Seba, Marcus Gronholm odszedł po sezonie 2007, mówiąc iż odchodzi w momencie, kiedy jest jeszcze w stanie wygrać wyścig. Właśnie to zasadnicze pytanie, kiedy odejść? Powinno teraz towarzyszyć Francuzowi. Czy chce zostać na kolejny rok i spróbować osiągnąć 10 tytuł? Czy może lepiej zadowolić się dziewięcioma i odejść w glorii niekwestionowanej legendy. Zwłaszcza, że jego młody imiennik, Sebastien Ogier będzie w kolejnym roku znowu godnym rywalem, o ile nowe Polo dobrze się spisze, a on nie będzie przeszarżowywał, jak miał to miejsce w tym roku, kiedy startował Skodą Fabią S2000. Na razie mistrz zapowiedział, iż chce odpocząć. Trwały spekulacje, że wystartuje w kilku prestiżowych rundach w 2013 roku, jednak nie zostało to potwierdzone. Tak samo jak pojawiła się informacja, iż zamierza wziąć udział w cyklu wyścigów samochodów turystycznych WTCC.

Swoją drogą Loeb przez cały czas miał tak mocną pozycję w zespole Citroena, że ten pozbył się przed rokiem tak utalentowanego kierowcy jak Ogier, oddając go w paszczę VW, a sprowadzając na jego miejsce ,,wiecznie drugiego" Miko Hirvovena. Jeżeli odejdzie Seb, zakończy się pewna epoka. Odejdzie też pewnie jeden z ostatnich dawnych kierowców, Petter Solberg. Czy Hirvonen sięgnie wtedy po upragniony tytuł? Wątpię. Nadchodzi nowa generacja kierowców, na czele z Ogierem i Thierry Neuvillem. Do tego większe nadzieje wiążę, z popełniającym głupie lub dziwne błędy czasem, Jari-Matti Latvalą, niż jego ,,wiecznie drugim" rodakiem. Zawsze też gdzieś jest były pierwszy giermek Loeba, Dani Sordo.

W tym wszystkim pozostaje mieć tylko żal, iż Michael zdecydował się powrócić do F1 na 3 lata, podczas których wspólnie z Rossem Brawnem nie zbawili Mercedesa. Teraz kolej Hamiltona. Czy da radę?

poniedziałek, 08 października 2012
Grand Prix Japonii

Vettel, Massa, Kobayashi - bardziej cieszących się z miejsc na podium kierowców nie można było sobie wyobrazić.

foto: www.interia.pl

Jeżeli chodzi o Sebastiana to można go lubić lub nie. Osobiście należę do tych drugich. Nie mniej jedno można o nim powiedzieć, tworzy historię. Walka o mistrzostwo się nie zakończyła, ale gdyby na końcu okazało się, iż tytuł trzeci raz z rzędu zdobędzie kierowca Red Bulla z numerem 1, potwierdziłoby to ostatecznie narodziny nowego Schumachera.

Z kolei zespołowy partner niemieckiego mistrza, podobnie jak inni kierowcy w tym sezonie, doświadczył ,,boskiego kontaktu" z Romainem Grosjeanem. W ogóle kierowcy Lotusa byli jacyś nerwowi w tym wyścigu. O ile kontakt Kimiego z Fernando można potraktować jako incydent wyścigowy, o tyle jego spięcie z Perez moim zdaniem było podobne do incydentu Schumiego z Barrichello na Węgrzech w 2010 tylko, że tam była ściana. Jednocześnie popieram, i Webbera, który sugeruje, że może Francuz znowu powinien odpocząć od ścigania, i Ferrari, które zapowiedziało, że sytuacji z Raikkonen również nie zostawił bez reakcji. Zwłaszcza, że to druga taka sytuacja w sezonie, pierwsza miała miejsce na Spa, kiedy jeden z kierowców Lotusa eliminuje na starcie Hiszpana i pozbawia go punktów w walce o tytuł. Grosjean, chociaż jest mega szybki w kwalifikacjach, nie potrafi dowieźć dobrego wyniku do końca, ba nawet połowy wyścigu, powodując kolizje już na starcie. Taką postawą nie da się nadrobić 2 lat kiedy był poza F1.

foto: www.interia.pl

Przejdźmy jednak do dużo bardziej pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim było to pierwsze od 35 Grand Prix podium dla Felipe Massy! Mówiąc szczerze miałem obawę, czy jeszcze go kiedykolwiek zobaczę w najlepszej trójce wyścigu. Mam nadzieję, iż tym wynikiem zapewnił sobie fotel w Ferrari na sezon 2013, o ile nie wskoczyłby tam Robert Kubica. Jednocześnie miło byłoby, aby nie był to tylko wypadek przy pracy, ale realne przebudzenie Brazylijczyka na kolejne wyścigu.

Kolejnym wielkim wygranym jest Kamui Kobayashi, który zdobył 4 podium dla Saubera w sezonie, a swoje pierwsze w życiu. Jednocześnie jest dopiero drugim Japończykiem ,,na pudle" w historii F1. 12 lat temu również podczas zawodów na torze Suzuka, trzecie miejsce wywalczył Aguri Suzuki startujący w zespole Larrousse, którego bolidy napędzał silnik Lamborghini. Historia toczy się kołem, na podium byli wtedy też Brazylijczycy, dwa kierowcy Benettona, Nelson Piquet oraz Roberto Moreno. Jednocześnie było to pierwsze podwójne zwycięstwo włoskiego teamu. Wracając na chwilę do Pana Suzuki, to po latach utworzył on zespół Super Aguri, powiązany z Hondą, który przez pełne 2 sezony, w latach 2006-07 oraz 4 wyścigi w 2008 roku, startował w F1.

Kamui zajmując trzecie miejsce wyszedł z cienia Perez, w jakim znalazł się po dobrych startach Meksykanina w tym roku. Mało kto zwrócił uwagę, że Japończyk cały czas jest lepszy od niego w kwalifikacjach.

foto: www.interia.pl

Nie milkną echa transferu Hamiltona do Mercedesa i przyjścia Sergio na jego miejsce. Po tym jak Michael ogłosił zakończenie kariery, pojawiła się informacja, iż za jego zwolnieniem oraz podpisaniem kontraktu z Lewisem, stoi Niki Lauda, pełniący od pewnego czasu funkcję jednego z dyrektorów. Austriak miał to zrobić w rewanżu, za to że Schumacher doprowadził w połowie lat 90-tych, do jego zwolnienia ze stanowiska konsultanta w Ferrari. Wszystko to jednak spekulacje. Co ciekawe, zdaniem Alonso gdyby Schumi startował Sauberem, odniósłby w tym roku już zwycięstwo! Ciężko polemizować z dwukrotnym mistrzem świata, ale moim zdaniem o ile w tym sezonie szwajcarski team ma bardzo dobre auto, o tyle po odejściu ich głównego projektanta, James'a Keya, do Toro Rosso, nie ma gwarancji na tak dobre wyniki w 2013 roku.

Pewne jest to, iż na razie nie jest obsadzony drugi fotel w Sauberze i Ferrari, a aż oba w Williamsie. Nie jasna jest też przyszłość Force India z powodu problemów finansowych Vijaya Mallya. Nie wiadomo również kto będzie startował dla Caterhama za rok i gdzie zakotwiczy Heikki Kovalainen.

sobota, 06 października 2012
Schumacher odchodzi z Formuły 1!

Tą smutną i zarazem radosną wiadomość obwieścił były siedmiokrotny mistrz świata ucinając tym samym wszelkie spekulacje, a propo jego przyszłości.

foto: www.telegraph.co.uk

Dlaczego smutną nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. Dlaczego radosną? Nad tym warto się chwilę zastanowić, tak samo jak nad tym co spowodowało, że z ambitnych planów i 3-letniego programu nic nie wyszło.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego radosną, jest bardzo prosta. Moim zdaniem przejście Michaela do Saubera i wegetacja przez kolejny sezon lub dwa w celu pobicia, ostatniego niepobitego rekordu, czyli liczby startów w Grand Prix, byłaby gorsza niż rozmienianie się na tzw. drobne.

Nie zawsze byłem kibicem Schumiego, swego czasu mocno ściskałem kciuki za Hakkinena czy Alonso. Nie zawsze również popierałem jego metody zwycięstwa za wszelką cenę. Bez wątpienia jednak darzę go wielkim szacunkiem i nie dlatego że pobił tyle rekordów, ale ponieważ zostawił po sobie wiele niezapomnianych wyścigów. Jak chociażby ten w Brazylii w 2006 roku, zdecydowanie jeden z moich ulubionych.

Jeżeli chodzi o kwestię czemu się nie udało osiągnąć tego co zaplanowali to jest bardzo złożona kwestia i wiele osób może się ze mną nie zgodzić, tak samo jak wymieniam tylko kilka elementów z wielkiej całości jaką jest ściganie się w Formule 1.

foto: www.f1fanatic.co.uk

Od początku było zbyt wielkie ,,pompowanie balonu". Oczywiste jest, że Schumacher to niezwykły kierowca, dlatego i oczekiwania były ogromne. On sam również mówił jasno, iż wrócił tylko po to aby zdobyć swój 8 tytuł wraz z cudownym Rossem Brawnem opromienionym po raz kolejny sukcesem, tym razem z Brawn GP. Nowym giermkiem, a może bardziej uczniem, padawanem mistrza świata został Nico Rosberg, który moim zdaniem mówiąc najkrócej jest ,,przereklamowanym" kierowcą będącym w dużej mierze w F1 dzięki znanemu nazwisku zapewniającemu odpowiednie wsparcie sponsorów, koniec.

Niestety Michael ma tę wadę, a może zaletę, że potrzebuje auta odpowiadającego stylowi jego jazdy. Innymi słowy lubi auta nadsterowne, które potrafi trzymać na wodzy zarzucając kontrę kierownicą, kiedy wychodzi z zakrętu. W01 był budowany w oparciu o styl jazdy i doświadczenia Jensona Buttona, zanim ten nie przeszedł do McLarena. Pech chciał, że Anglik woli bolidy podsterowne. Do tego mały zespół jakim był Brawn GP po odejściu Hondy, a przed przejęciem przez Mercedesa, wszelkie wysiłki w sezonie 2009 skupił na rozwijaniu bieżącego modelu, co zaowocowało podwójną koroną w debiucie, pierwszy taki przypadek w historii F1. Odbyło się to jednak kosztem przygotowania auta na kolejny rok.

Jak wspomniałem W01 był po prostu słaby. Z kolei jego następca w sezonie 2011 musiał się zmagać z przeszkodą, która nazywała się RB7 i w zasadzie na tym można by poprzestać jeżeli chodzi o auta Mercedesa z dwóch ostatnich sezonów. ,,Wzorowy" Rosberg w pierwszym sezonie trzy razy stał na najniższym stopniu podium, rok później w momencie dominacji Red Bulli, jego najlepszy wynik to 5 miejsce. Co ciekawe Schumi w tym czasie wywalczył 4 miejsce w Kanadzie i tak jak Nico ,,Britney" tylko trzy razy był poza czołową 10-tką. Niestety w przeciwieństwie do partnera z zespołu, aż cztery razy nie ukończył wyścigów.

Zostawiając na boku kwestie samochodu oraz nadmiernej motywacji Rosberga, który mógł walczyć ze swoim idolem z dzieciństwa, pozostaje jedna istotna rzecz. Nie przypadkiem mamy w tym sezonie rekord, aż 6 mistrzów świata w stawce, a kiedy powrócił Schumacher było ich z nim łącznie 5.

Kiedy Michael debiutował był Senna, Mansell i Prost, z czego ten ostatni akurat w mocno zawodzącym go Ferrari. Ani Berger, ani Patrese to nie byli kierowcy na konkurencyjnym poziomie. Z kolei dla Nelsona Piqueta był to zmierzch bogów i ostatni sezon w karierze. Nie chce powiedzieć, że Schumacher jest słaby, czy że było mu łatwiej, ale po prostu kiedyś w mistrzostwach obiektywnie patrząc walczyło dwóch, maksymalnie trzech kierowców z czołowych teamów. Wymienioną na początku przeze mnie trójkę zastąpił właśnie Michael, a równolegle z nim Hill, Villeneuve kiedy był w Williamsie, Hakkinen, a potem dopiero Alonso. Niestety ale cała reszta na czele z szanowanym Coulthardem to trochę nie ten format kierowców. Czasem, żeby przeskoczyć o ten poziom wyżej do klasy mistrzowskiej potrzeba po prostu szczęścia. Najlepszym przykładem jest Button, który jako utalentowany chłopak ,,przebimbał" większość ze swojej kariery w F1. W 2009 roku poszczęściło mu się. Ross Brawn trafił z samochodem, Vettel dopiero krzepł w Red Bullu, a Alonso gnił jeszcze w Renault. Anglikowi udało się zagospodarować wolną przestrzeń i wykorzystać szansę jaką były sukcesy w pierwszych wyścigach sezonu.

foto: www.jamesallenonf1.com

Wracając jednak do Schumiego to moim zdaniem bardzo dużą rolę zagrały dwa czynniki. Obecnie po prostu trudno o miejsca na podium z powodu licznej grupy świetnych kierowców. Jednocześnie nałoży się na to czynnik, o którym większość ludzi, a może nawet i on sam nie myślał. Każdy z pozostałych 23 kierowców za wszelką cenę chciał się pokazać, że jest lepszy od wielokrotnego mistrza świata, idola z dzieciństwa, którego plakaty miał w pokoju nad łóżkiem. Inaczej jedzie się wyścig uciekając na początku stawki w super przygotowanym bolidzie z Maranello czy Benettonie, a inaczej kiedy trzeba, w nie najlepszej, ,,nowej Srebrnej strzale", przebijać się przez stawkę kierowców, z których każdy chce utrzeć nosa staremu lisowi. Stąd liczne kolizje i nieukończone wyścigi, a do tego jeszcze te awarie, chociażby tylko w tym roku...

Zakończę zdaniem, którym zacząłem dobrze, że Michael po niezrealizowanym 3-letnim programie z Mercedesem, niż miałby wegetować w Sauberze i poprawiać tylko statystykę w ilości startów w Grand Prix.

wtorek, 02 października 2012
Kubica na liście F1 Racing

W jubileuszowym 200, angielskim, wydaniu magazynu F1 Racing opublikowano 200 chwil, które wstrząsnęły Formułą 1.

Na tej liście znalazły się wszystkie ważne wydarzenia od sezonu 1996, kiedy ukazał się pierwszy numer czasopisma, aż do chwili obecnej. Sześć pozycji jest bezpośrednio związanych z Robertem Kubicą, z czego w aż czterech przypadkach możemy być z niego po prostu bardzo, bardzo dumni!

nr 156

,,GP Włoch 06/08/06

Robert Kubica od razu potwierdza słuszność zastąpienia nim Jacques'a Villeneuve'a. Po dyskwalifikacji na Węgrzech traci zdobyte w debiucie punkty, ale w trzecim wyścigu na Monzy, staje na podium."

nr 88

,,GP Monako 15/05/10

Robert Kubica popisuje się bezbłędnym panowaniem nad samochodem na krętych ulicach, zdobywając drugie pole startowe. F1 bez niego jest o wiele uboższa."

foto: www.f1wolf.com

nr 80

,,GP Kanady 08/06/08

Robert Kubica pokonuje zespołowego kolegę Nicka Heidfelda i odnosi pierwszy triumf w F1. To pierwszy taki sukces ekipy BMW Sauber, a Polak po siedmiu rundach obejmuje prowadzenie w mistrzostwach."


nr 77

,,GP Japonii 2007 i 2008

Wspaniały triumf Hamiltona w deszczu, walka Kubicy z Massą na ostatnim okrążeniu, kolizja Toro Rosso Vettela z Red Bullem Webbera - wydarzeniach z dwóch świetnych GP na Fuji."

Numery 42 i 29 dotyczą wypadków Roberta. Odpowiednio w Kanadzie w 2007 roku oraz tego ostatniego, po tym którym cały świat F1 i motosportu zamarł, a nasz kierowca powoli wraca do formy.

źródło: F1 Racing nr 99 październik 2012

O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie