To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Porsche Supercup 5. runda w Walencji

Wielki sukces Roberta Lukasa! Trzecie miejsce w Walencji.

Sukces jest tym większy, iż jest to pierwsze podium polskiego zawodnika w historii jego startów w Pucharze Porsche Supercup. Cieszy to tym bardziej, iż do tej pory jedyne dobre wyniki robił tylko Kuba Giermaziak, a startujący już 3 sezon Robert raczej jeździł w ogonie stawki. W tym sezonie wynik Lukasa przebija dotychczasowe osiągnięcia Kuby, który jeździ słabo, w Hiszpanii był dopiero 10.

Cieszy za to fakt, iż mamy 2 zespoły w tej serii i aż 4 polskich kierowców, ponieważ poza Verva Racing Team jest też Foerch Racing z całkowicie polskim składem. Do Roberta, na miejsce Stefana Rosiny, dołączył Mateusz Lisowski, który zanotował w Walencji fantastyczny występ w swoim debiucie. Niestety w uzyskaniu zdobyczy punktowej szyki pokrzyżowała przebita opona. Nie mniej Polak dzielnie przebijał się z końca stawki, po drodze pokonał m.in. Patryka Szczerbińskiego, który powoli pobiera nauki i jest 3 w klasyfikacji debiutantów. Patrząc po formie i woli walki jaką zaprezentował Mateusz pierwsze punkty powinny być tylko kwestią czasu.


Grand Prix Europy

Fantastyczny, po prostu fantastyczny wyścig. Nie wiem co bardziej mnie cieszy, druga wygrana Alonso w sezonie czy 155 podium Schumachera w karierze!

foto: www.interia.pl

Już kwalifikacje były ciekawe za sprawą szalejących kierowców Force India oraz odpadnięcia w Q2 Alonso i Massy, a Webbera w Q1 z powodu problemów z bolidem.

Wyścig od początku był emocjonujący za sprawą szarży Fernando Alonso, który zaciekle przebijał się z 11 miejsca w górę stawki, jak się miało okazać aż na sam jej szczyt. Trudne warunki, temperatura na torze 45'C, do tego układ toru start-stop zwiększający zużycie hamulców i przede wszystkim zmuszający je do ogromnej pracy, co dodatkowo generowało ciepło, która tak bardzo szkodzi trwałości kapryśnych opon Pirelli w tym sezonie.

foto: www.interia.pl

Hiszpanowi i włoskiej stajni po prostu sprzyja szczęście, podobnie jak w Malezji. Neutralizacja po dziwnej kolizji Kovalainena z Vergnem spowodowała, iż prowadzący Vettel stracił prawie 20 sekund przewagi nad resztą stawki co było wodą na młyn jadącego za nim wyścig życia Grosjeana. Młody Francuz po spektakularnym wyprzedzeniu Hamiltona jechał naprawdę świetnie. Najpierw odpadł Vettel z powodu awarii bolidu, najprawdopodobniej jedna z nowości zastosowanych w tym wyścigu przez Adriana Neweya nie wytrzymała trudów całego dystansu. Bardziej szokująca była jednak awaria alternatora w aucie Romaina przez którą przedwcześnie zakończył rywalizację, oddając prowadzenie Alonso.

Kiedy wszyscy zastanawiali się nad tym czy powtórzy się scenariusz z Kanady i opony w bolidzie Ferrari skończą się kilka okrążeń przed metą, w wyniku kolizji z Maldonado odpadł jadący na trzecim miejscu Hamilton. Teoretycznie Hiszpanowi mógł zagrozić drugi na mecie Raikkonen, jednak zbyt późno wyprzedził Lewisa, aby udać się w pogoń za liderem.

foto: www.interia.pl

Z tego wszystkiego najmilszym prezentem, na który tak długo czekałem jest trzecie miejsce dla Michaela Schumachera. Pierwszy raz od zwycięstwa w Grand Prix Chin w 2006 roku był w najlepszej trójce. Pojechał w bardzo trudnych warunkach świetny wyścig. Pokazał, iż posiada duże doświadczenie oraz opanowanie, którego nie stracił chociaż, niektórzy sądzili, iż się już skończył. Co prawda nie ma w tym sezonie na koncie zbyt wielu punktów, ale 69-te pole position oraz 155-te podium w karierze może przekonają go do pozostanie w F1 na jeszcze jeden sezon. Wciąż liczę, iż jeszcze jedna jego statystyka poprawi się z 91 na 92.

Dzisiejszy wyścig przypominał mi lata 80-te i początek lat 90-tych kiedy to awarie bolidów były na porządku dziennym i stanowiły o pięknie oraz nieprzewidywalności F1. Naprawdę tegoroczne Grand Prix Eurpy w Walencji, na pięknym wizualnie, ale strasznie nudnym jeżeli chodzi o jazdę po nim torze, dało dużo pozytywnych emocji i przywróciło moją wiarę w Formułę 1 oraz niebanalność tego sportu.

p.s.

Niedzielny wyścig pokazał, iż zasada, że kierowca, który odniósł swoje pierwsze zwycięstwo jeździ pewniej sprawdziła się w przypadku Pastora Maldonado, który szalał w kwalifikacjach oraz wyścigu, pomijam głupi incydent z Hamiltonem. Nie mniej przecierałem oczy ze zdumienia, w której części stawki jechał, a w której jeździł zazwyczaj, a dalej tam jeździ jego kolega z zespołu Bruno Senna.

czwartek, 21 czerwca 2012
Trofeum Lorenzo Bandiniego dla Senny

19. laureatem Trofeum Lorenzo Bandiniego został Bruno Senna. Nagrodę tę przyznano mu za osiągnięcia z sezonu 2011.

foto: www.interia.pl

Warto przy tym nadmienić, iż nagrodę, przyznawaną od 1992 roku, ufundowało rodzinne miasto na cześć zmarłego w wyniku poparzeń odniesionych podczas Grand Prix Monako 1967 włoskiego kierowcy startującego m.in. dla Coopera, BRM oraz oczywiście Ferrari.

Laureatami tej nagrody są kierowcy wyróżniający się wyjątkowym duchem walki, ale nie tylko kierowcy, ponieważ w 1997 roku otrzymał ją Luca di Montezemolo. Jeśli chodzi o zawodników to otrzymali ją m.in. Robert Kubica, Michael Schumacher czy Fernando Alosno. O Hamiltonie lub Vettelu nie wspominając. Wszyscy oni są lub byli wyjątkowymi postaciami F1.

Dlatego moje skromne pytanie brzmi czym niezwykłym wyróżnił się Bruno Senna w ubiegłbym sezonie? Osobiście bardzo go lubię. Jednak w stosunku do swojego legendarnego wujka wypada dość blado, żeby nie powiedzieć gorzej. Większość laureatów to postacie, które odniosły lubi odnoszą duże sukcesy, z małym wyjątkiem jeśli chodzi o Alexandra Wurza oraz Ivana Capelli, którzy nie zrobili oszałamiającej kariery w F1.

Najwyraźniej 2pkt. zdobyte przez Bruno podczas Grand Prix Włoch zrobiły tak wielkie wrażenie na jury, jak Barack Obama na osobach przyznających Pokojową Nagrodę Nobla...

Moim typem mógł być chociażby Jaime Alguersuari albo nawet Witalij Pietrow.

wtorek, 19 czerwca 2012
Grand Prix Kanady 2012

Mówiąc szczerze nie wiem co się dzieje, ale obejrzałem nagrany wyścig dopiero po ponad tygodniu. Do tego już po 20 paru okrążeniach zacząłem nad nim przysypiać.

foto: www.interia.pl

Nie wiem czy to rozczarowanie poprzednimi zawodami, Grand Prix Monako, przemęczenie sesją, a może ,,piłko-szał" związany z Euro 2012. Ciężko powiedzieć. Pewne jest, iż tegoroczny wyścig w Montrealu opierał się albo na strategi wyminięcia rywala w boksach, co zrobił najpierw Hamilton w stosunku do Vettela, a następnie manewr ten powtórzył Alonso kosztem Anglika, albo na użyciu DRS-u.

Czy moja miłość do F1 zmalała? Nie, raczej nie. Szczególnie, że trwa już prawie 15 lat. Może bardziej, i tutaj wszystkich zaskoczę, deprymuje to, iż 7 wyścigów miało 7 różnych zwycięzców. Ze statystycznego i historycznego punktu widzenia świetna sprawa, ponieważ czegoś takiego jeszcze nie było nigdy.

foto: www.interia.pl

Z drugiej jednak strony w sytuacji kiedy wygrać może każdy, a ulubieni zawodnicy nie wygrywają, za to robią to jacyś inni, jest to zdecydowanie dołujące. Dlatego smutno mi gdy patrzę, jak pewnie kończy się kariera Schumachera w F1, który po 7 wyścigach ma 2pkt. Chociaż udało mu się wywalczyć P1 w Monako to nie mógł zbierać owoców tego sukcesu z wiadomych powodów.

Tak samo Massa, kiedy się patrzy jak walczył z Rosbergiem na pierwszych okrążeniach, rosło serce, ale potem 1 błąd i powrót do szarej rzeczywistości.

Moją jedyną nadzieją pozostaje wyścig na torze Spa, gdzie liczę na dobry wynik Michaela, spinający jego 21 lat w F1. Miłym akcentem mogą być zawody na Silverstone, ale za to po Walencji i Hockenheim nie spodziewałbym się wiele. Na Węgrzech z koli czekają nas wspominki związane z Kubicą. Robercie gdzie jesteś? Czekamy!

środa, 13 czerwca 2012
Roland Garros 7. triumf Nadal

W oczekiwaniu na kilka uwag z Grand Prix Kanady, które grzecznie czeka, aż je w końcu obejrzę, postanowiłem wrzucić 2 zdjęcia z zakończonego w poniedziałek turnieju Wielkiego Szlema rozgrywanego na paryskich kortach. Dodatkowy smaczkiem jest fakt, iż mój ulubieniec, Rafael Nadal wygrał go po raz 7 poprawiając tym samym rekord wielkiego Bjorna Borga (6 zwycięstw), a uczynił to walcząc w finale z nielubianym przeze mnie Novakiem Djokoviciem. Na ceremonii wręczenia trofeów obecny był komentator stacji Eurosport, a w przeszłości 3 krotny zwycięzca French Open, Mats Wilander.

foto: www.canada.com


piątek, 08 czerwca 2012
Spekulacji i operacji Kubicy ciąg dalszy

Jak podają wszystkie portale Robert przeszedł kolejną operację mającą na celu usprawnienie jego łokcia, który ucierpiał podczas ubiegłorocznego wypadku, jak wszyscy wiemy.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ jest to już któraś z rzędu operacja, podobnie jak setki pojawiających się plotek i spekulacji w kwestii jego powrotu do pełni formy oraz Formuły 1. Tym razem jednak jest odrobinę inaczej, ponieważ brytyjski Autosport umieścił Kubicę na swojej okładce i poświęcił mu dwustronicowy artykuł. Jest to o tyle ciekawe, iż zazwyczaj o kierowcach wypadających z F1 szybko się zapomina. Najlepszy przykładem jest tutaj Nick Heidfeld nie wspominając o Liuzzim, Bourdais czy Sutilu. Z przytoczonych w brytyjskim czasopiśmie informacji można wysnuć dwa wnioski jeżeli chodzi o przyszłość Polaka.

Pierwszy, jeżeli nie uda się usprawnić ręki na tyle, aby mógł startować w F1, najprawdopodobniej zobaczymy Roberta na rajdowych trasach. Nie jest to odkrywcze stwierdzenie. Interesujące jest to, iż testując po wypadku Skodę WRC uzyskiwał czasy na poziom sprzed tej tragedii, a nawet lepsze. Sposób prowadzenia rajdowego auta nie angażuje aż tak bardzo stawów jak ciasny kokpit bolidu. Biorąc pod uwagę fakt, iż Loeb powoli myśli o zakończeniu kariery, tak samo jak Solberg, a Hirvonenowi i Latvali brakuje regularność mistrzów, po odejściu Francuza na emeryturę scena WRC może się diametralnie zmienić. Do tego dochodzi od przyszłego roku VW ze swoim Polo oraz nieobliczalny Sebastian Ogier. Nie oznacza to, iż Robert dostałby od razu angaż w fabrycznym zespole, ale starty dobrze przygotowaną rajdówką w juniorskim teamie, tak jak Raikkonen miał możliwość wydają się realne.

Drugi wniosek jest oczywiście związany z F1. Nie tylko dlatego, że podobno 2 zespoły w stawce, chociaż nie ze ścisłej czołówki czekają na informacje o jego powrocie do formy. Ciekawsze są czekając nas przetasowania w kolejnym sezonie albo za 2 lata. Webberowi i Schumacherowi kończą się kontrakty, do tego Massa spisuje się jak się spisuje, a Hamilton niecierpliwi się słabszą formą McLarena. Nakładając te czynniki na siebie można się spodziewać ciekawych roszad w najlepszych zespołach. Do tego jeżeli dołożylibyśmy powrót Roberta to mógłbym znaleźć ciekawego pracodawcę.

Niestety do czasu jego oficjalnego powrotu, wszystko to są niestety tylko spekulacje oparte na plotkach w dużej mierze.

poniedziałek, 04 czerwca 2012
MotoGP Grand Prix Katalonii oraz Guy Martin i wyścigi TT

Niedzielny wyścig na torze Catalunya to miłe przypomnienie emocji z wyścigu Formuły 1 na tym obiekcie sprzed kilku tygodni.

Jednak w przeciwieństwie do F1 w MotoGP emocje były związane nie tylko z osobą zwycięzcy, ale przede wszystkim z pasjonującą walką na torze. Rywalizacja dwóch wielkich, hiszpańskich zawodników, Lorenzo i Pedrosy, elektryzowała publiczność. Zwłaszcza, że Dani pochodzi spod Barcelony, a urodzony co prawda na Majorce Jorge mieszka w niej od lat. Dlatego dla obu był to domowe zawody.

Liczne manewry wyprzedzania oraz zmiany liderów wyścigu stanowią o pięknie tego sportu. Tak samo jak nieoczekiwane błędy zawodników, chociażby Bena Spiesa zaraz po tym jak objął prowadzenie, spadł na koniec stawki. Dzięki temu mogliśmy obserwować jego szaleńczą pogoń zakończoną 10 miejscem.

Niestety takich emocji od dawna nie ma w F1. Pomijając te związane z użyciem przycisku DRS. Jednak trudno sobie wyobrazić sytuację, aby np.: Hamilton po własnym błędzie spadł na 2 miejsce, po czym odrabiał dziesiąte części sekundy by w końcu dopaść rywala i go wyprzedzić. A coś takiego oglądaliśmy za sprawą Jorge Lorenzo.

Ciekawostką jest fakt, iż obecny mistrz świata Casey Stoner kończąc zawody na 4 miejscu przerwał swoją wspaniałą serię 20 wyścigów ukończonych na podium. Do rekordu Valentino Rossiego zabrakło mu 3 Grand Prix.

Niestety zawody MotoGP, a tym bardziej F1 bledną przy tym co pokazują zawodnicy startujący w TT, czyli Tourist Trophy rozgrywanych na wyspie Man. Powstały na bazie tego film dokumentalny jakiś czas temu miał swoją premierę w Polsce. Film o Sennie zachwycał, ten ogląda się po prostu z niedowierzaniem! Teraz rozumiem zachwyt nad nim jaki wyraził Sir Frank Williams po obejrzeniu tego dzieła. Szaleńcza jazda po publicznych drogach, zamkniętych jedynie dla ruchu, najeżonych krawężnikami. Do tego ponad 230 śmiałków, a może raczej szaleńców zginęło startujący w tych zawodach podczas ich ponad 100-letniej historii.

Rywalizacja rozkłada się na pięć wyścigów rozgrywanych w różnych klasach np.: Superbike, Stockstock w ciągu zaledwie tygodnia. To jakby jechać Dakar w tempie Formuły 1. Oczywiście najlepsi zawodnicy startują we wszystkich pięciu, a ostatnim z nich jest tzw. wyścig Seniorów. Przy tym wszystkim F1 i MotoGP wydają się być grzeczną zabawą w piaskownicy.


O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie