To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
wtorek, 29 maja 2012
Grand Prix Monako wyścig

Weekend chwały Marka Webbera, przypadkowej w sobotę, zasłużonej w niedzielę.

wszystkie foto: www.interia.pl

Obiektywnie patrząc tegoroczny wyścig w Monako nie był porywającym wydarzeniem. Wszyscy czekali na deszcz, niczym na spadającą mannę z nieba, jednak cud nie nastąpił. Było za to trochę miłych akcentów w postaci sukcesów wspomnianego wcześniej Australijczyka, jak i reaktywacji Felipe Massy. Pytanie czy tylko na jeden wyścig, czy również w kolejnych Brazylijczyk pokaże chociaż tak przyzwoity poziom jak w niedzielę.

Kolejną porcję emocji, podobnie jak w sobotę, próbował dać nam Michael Schumacher. Niestety poza spektakularnym startem i lekką kolizją z Grosjeanem dalsze emocje nie nastąpiły, do tego awaria skrzyni biegów pod koniec wyścigu spowodowała, iż tegoroczny dorobek Schumiego to 2pkt. w 6 wyścigach. Co prawda przypomniał o sobie zdobywając 69 w karierze pole position, jednak ciągle brakuje tej kropki nad i, w postaci np.: miejsca na podium. Widać wyraźnie, iż auto Mercedesa ma potencjał i w tym szalonym sezonie, może jeszcze zaskoczyć, ale byłego mistrza świata ciągle prześladuje pech. Jak nie awarie, która to już z kolei, to kolizje z innym zawodnikami, zawinione lub nie przez Michaela.

Mam cichą nadzieję, iż Schumacher nie zniechęci się i zanotuje bardzo dobry wynik, może kolejne pole position połączone z miejscem na podium albo nawet zwycięstwo, nie gdzie indziej tylko na torze Spa 2 sierpnia!

Warto przy tej okazji wspomnieć o Vettelu. O ile Red Bull wygrał trzeci raz z rzędu w Monako, co jest wspaniałym osiągnięciem, ostatni raz tak długa seria zwycięstw jednego zespołu była udziałem McLarena i miała miejsce na przełomie lat 80-tych i 90-tych za sprawą Ayrtona Senny. Wcześniej podobne triumfy święcił tylko Lotus w latach 70-tych oraz BRM 60-tych. Red Bull w ciągu 3 lat osiągnął wynik na jaki zespół Williamsa pracował od początku swojej bytności w F1. 

Wracając jednak do Sebastiana to pierwszy raz od bardzo dawna muszę stwierdzić, iż pokerowa strategia Christina Hornera nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Oczywiście Vettel przebił się z 9 miejsca na 4 lokatę, ale wszyscy liczyli iż co najmniej stanie na podium dzięki zagrywce z oponami.

Cichy zwycięzcą tego sezonu ku mojej nieskrywanej radości może być Fernando Alonso. Hiszpan w mocno przeciętnym aucie Ferrari sukcesywnie ciuła punkty i miejsca na podium. Na razie jest liderem z przewagę zaledwie 3pkt. Jednak te 3pkt. w tak bardzo wyrównanym sezonie jak ten nabierają znaczenia, zwłaszcza, że różnica między Alonso, a 6-tym w klasyfikacji Raikkonen wynosi równo 25 oczek. Powoduje to, iż w przypadku zwycięstwa Fina i niezdobycia punktów przez Hiszpana, mogli by się zrównać punktami. Co ciekawe obaj byli w tym roku na 2 i 3 stopniu podium, a do tego kończyli wyścig na miejsach 5,7 i 9. Różnica polega na tym, że Alonso ma 1 zwycięstwo, a Kimi 14 miejsce. Jednak gdyby ,,Iceman" wygrał, a Fernando nie ukończył zawodów, mogliby się zamienić miejscami.

Jak pokazują dotychczasowe wyścigi w tym sezonie wszystko jest możliwe, a każdy scenariusz prawdopodobny, przez co tegoroczne zawody Grand Prix stały się bardziej niż nieprzewidywalne!

P.S. moi ulubieni komentatorzy

Nie ukrywam, że mnie zatkało, kiedy jeden z moich ulubionych komentatorów nie wiedział, iż Narain Karthikeyan zdobywał wcześniej punkty z Jordanem i, że jazda na 15 miejscu nie jest jego ,,życiowym wynikiem". Tak samo jak ile razy można mówić, o nowym malowaniu kasku Kimiego i porównywać jego styl życia do ś.p. Jamesa Hunta. Nawet jeżeli na torze była w tym czasie procesja.

Podobnie przydatny był news, iż Nigel Mansell ma rękę na temblaku po wypadku rowerowym, a przez to będzie bardziej surowy jak sędzia sportowy wobec startujących kierowców, gdyż sam nigdy nie wygrał w Monako. Logika godna czasów gospodarki centralnie planowanej (dla niewtajemniczonych miałem na myśli PRL).

sobota, 26 maja 2012
Grand Prix Monako kwalifikacje

Tak, tak, tak Michael Schumacher z najlepszym czasem podczas dzisiejszych kwalifikacji! Wielka sensacja na torze w Monako!

foto: www.interia.pl

Były siedmiokrotny mistrz świata sprawił wielką sensację. Pozostaje tylko żałować, iż będzie cofnięty o 5 miejsc do tyłu z powodu kary jaką otrzymał za kolizję z Senną podczas Grand Hiszpanii. Nie mniej jest to wielki powrót Michaela w tym nieudanym jak na razie dla niego sezonie. Pytanie czy wywalczone P1 zostanie mu dopisane jako jego 69 w karierze, czy z powodu kary tak się nie stanie i zostanie przyznane Webberowi?

Mark startując z pole position ma szansę powtórzyć sukces z 2010 roku, kiedy był tutaj pierwszy w sobotę i w niedzielę. Biorąc pod uwagę, iż Vettel jest daleko w stawce, zwycięstwo smakowałoby dużo lepiej niż wygrana w Brazylii, w ostatnim wyścigu zeszłego sezonu. Dodatkowo Australijczyk dołączyłby do takich sław jak Fangio. Lauda czy Scheckter, która zwyciężały tutaj dwa razy. Z obecnych kierowców takim osiągnięciem może pochwalić się Alonso. Schumacher zaś stawał 5 razy na najwyższym stopniu podium w Monako. Gdyby nie pechowa kara, miałby większą szansę wyrównać rekord Senny!

Bardzo dobrze spisał się też Felipe Massa, który zanotował 7 czas i był nieznacznie gorszy od Fernando Alonso. Chociaż brzmi to strasznie, ale w kontekście tego sezonu awans Massy do Q3 jest już jego wielkim osiągnięciem.

Niestety typowane do zwycięstwa Lotusy trochę rozczarowały, a szczególnie dużo bardziej doświadczony Riakkonen, który miał problem z wejściem do 3 części kwalifikacji, a w nie był dopiero 8. Co prawda uzyskał lepszy rezultat od Vettela. Sebastianowi dzisiaj wyraźnie nie szło i to mimo, iż korzystał praktycznie cały czas z supermiękkiej mieszanki. Lepiej zaprezentował się Grosjean notując 5 czas.

Jutro z pewnością czekają nas wielkie emocje. Czy Rosbergowi uda się wyprzedzić na starcie Webbera? Czy Schumacher podtrzyma dobrą formę? Co pokaże Button, który odpadł już w Q2?

środa, 23 maja 2012
MotoGP Grand Prix Francji

W weekend wolny od Formuły 1 oglądałem drugą moją ulubioną serię wyścigową, kiedyś jeszcze w dobrych czasach nadawaną na kanale Eurosport.

Zawody rozgrywane na zalanym deszczem torze Le Mans miały ten miły aspekt, iż takie warunki niwelowały różnicę w sprzęcie jaka dzieli motocykle Ducati od Hondy oraz Yamahy. Dzięki temu mój ulubieniec Valentino Rossi po pasjonujące walce zajął drugie miejsce. Styl w jakim w drugiej połowie walczył z Casey'em Stonerem przypomniał jego najlepsze lata. Wtedy na ostatnich okrążeniach niszczył takich zawodników jak Max Biaggi, zwany Cesarzem z racji 4 tytułów w klasie 250ccm oraz Sete Gibernau. Co prawda Rossi sam przyznał, iż jego dobry wynik to tak jak wygrana Alonso w Malezji w tym roku, dzieło korzystnych warunków pogodowych. Nie mniej miło było zobaczyć, iż siedmiokrotny mistrz świata w najwyższej klasie rozgrywek nie stracił motywacji do walki.

Warto zaznaczyć, iż było to jego dopiero 2 podium dla Ducati i jednocześnie najlepszy wynik jaki osiągnął z tym zespołem.

Rywalizacja na francuskim torze miała dodatkowy smaczek. Na czwartkowej konferencji dwukrotny mistrz świata Casey Stoner ogłosił, iż po tym sezonie kończy karierę. Jednocześnie Rossi zapowiedział, że zostanie na kolejne 2 lata do 2014 roku i chce zdobyć swój 8 tytuł. Obecnie trwają spekulacje czy zostanie w słabym zespole Ducati, czy może powróci do Hondy, z która odnosił największe sukcesy i zajmie miejsce Stonera, albo również powróci do Yamahy i znowu stworzy duet z Jorge Lorenzo. Młody Hiszpan odniósł przekonywujące zwycięstwo w niedzielę.

Na sam koniec uświadomiłem sobie, iż od kiedy Valentino w swoim drugim sezonie startów zdobył mistrzowski tytuł w 2001 roku tylko 3 zawodników okazało się od niego lepszych na przestrzeni tego czasu. Dwa razy Casey Stoner i po razie Nicky Hayden oraz Jorge Lorenzo. Bez wątpienia jest to niezwykłe osiągnięcie.

Miły akcentem związanym z F1, był fakt, iż puchar dla zwycięskiego zespołu wręczał, nie kto inny tylko obecny na wyścigu Michael Schumacher.

środa, 16 maja 2012
Czy zwycięstwo w F1 się zdewaluowało?

Patrząc na obecny sezon można wysnuć takie wnioski. Co prawda z drugiej strony świadczy to o tym, iż podniósł się albo raczej wyrówna się poziom rywalizacji.

foto: www.interia.pl

Nie ma już sytuacji, kiedy jeden zespół, tak jak Red Bull rok temu, zdominował rywalizację. Oczywiście w przeszłości były sezony kiedy takie teamy jak McLaren, Ferrari czy Williams wgniatały rywali w ziemię. Zdarzało się to częściej niż to co się dzieje w tym roku.

Pastor Maldonado wygrywając w niedzielę wyrównał rekord z sezonu 1983, kiedy to w pięciu pierwszych wyścigach wygrało pięciu innych kierowców startujących dla pięciu różnych zespołów.

Tegoroczne wygrane Lewisa i Sebastiana to zwycięstwa zawodników z dwóch czołowych ekip typowanych do mistrzostwa w tym sezonie. Sukces Alonso uzasadniano splotem sprzyjających okoliczności w Malezji oraz ponadprzeciętnymi umiejętnościami Hiszpana. Wiktoria Rosberga polegała na użyciu pasywnego kanału F dającego większą prędkość maksymalną na prostych podczas użycia systemu DRS, z którego mógł dowolnie korzystać w trakcie kwalifikacji.

foto: www.interia.pl

Czym jednak uzasadnić niedzielne zwycięstwo Maldonado? Szczęście, to za mało powiedziane jeżeli chodzi o kwalifikacje i karę dla Hamiltona. Z drugiej strony i tak udało mu się wywalczyć P2. W wyścigu przegrał co prawda start z Alonso, ale potem był lepszy w boksach i nie dał się wyprzedzić pod koniec zawodów. Realnie patrząc zespół Williamsa po prostu dokonał ogromnego postępu ulepszając auto. Jednak drugi kierowca teamu zanotował jedne z gorszych kwalifikacji, nie mówiąc o wyścigu, a przecież i Wenezuelczyk i Brazylijczyk dysponują identycznymi bolidami. Narodziny nowej gwiazdy? Może, ale to było zbyt łatwe.

Wniosek jest tylko jeden i stanowi o pięknie F1, która jest po prostu nieprzewidywalnym sportem, gdzie o sukcesie lub porażce decydują najdrobniejsze szczegóły tysięcy czynników analizowanych przez inżynierów.

Kolejny zespołem czekającym w kolejce po wygraną w tym roku jest Lotusa, ale tam gotowy na to jest tylko jeden kierowca.

niedziela, 13 maja 2012
Grand Prix Hiszpanii wyścig

Wygrana Maldonando to więcej niż sensacja! Wielki sukces Williamsa!

foto: www.interia.pl

Pierwsza wygrana angielskiego zespołu od 2004 roku i sukcesu Juana Pablo Montoyi w Grand Prix Brazylii jest bez wątpienia wydarzeniem bezprecedensowym. Zwłaszcza, że poprzedni sezon był drugim najgorszym w historii teamu. Dowodzi to tylko jednego, iż Sir Frank Williams mimo niedawno skończonych 70lat dalej ma świetnego nosa do kierowców oraz umiejętność prowadzenia zespołu. Udało mu się otrząsnąć po porażce i pójść dalej do przodu, a przecież po drodze na emeryturę przeszedł Patrick Head, a ostatnio zespół opuścił dość niespodziewanie, typowany na następcę, Adam Parr. Wszystko to, w połączeniu z nieustającą krytyką jeżeli chodzi o zatrudnienie Maldonado na kolejny sezon, nie zachwiało Szefem Williamsa. Muszę przyznać, iż sam dość mocno krytykowałem Pastora, ale w ten weekend zaskoczył mnie bardzo mocno. Myliłem się. Nie sądziłem też, iż uda mu się uciec przed Alonso.

foto: www.interia.pl

Widok bolidu Williamsa, a za nim czerwień Ferrari przypomniało mi sezon 1997 i walkę Michaela Schumachera z Jacquiem Villeneuvem. Osobiście bardzo szkoda mi byłego siedmiokrotnego mistrza świata. Ten sezon zapowiadał się na dużo lepszy dla niego. Tym czasem pierwsze zwycięstwo dla Mercedesa wywalczył nie on, ale Rosberg. Do tego albo odpadał z wyścigu z powodu usterek technicznych, albo ktoś w niego wjeżdżał. W ten weekend dla odmiany on wjechał w Sennę. Nie chcę być złym prorokiem ale obawiam się czy zostanie na kolejny sezon.

Bardzo mocno rozczarowuje mnie w ostatnich wyścigach Jenson Button. Liczyłem, iż po poprzednim sezonie kiedy wbił w ziemię Hamiltona, w tym będzie rywalizował z Vettelem o mistrzostwo, tym czasem od dłuższego czasu ma problemy ze zdobywaniem punktów, nie mówiąc o wygranych czy miejscach na podium. Cały team McLarena sprawia wrażenie jakby zatrzymał się w rozwoju. Najwięcej może o tym powiedzieć Lewis, który stracił cenne punkty i pozycje przez błędy zespołu lub usterki techniczne auta.

Teraz pozostaje czekać tylko na weekend w Monako za 2 tygodnie i tam może po raz drugi w sezonie Ferrari ukończy wyścig jako pierwsze w stawce. Swoją drogą forma Lotusa, a przede wszystkim Kimiego jest dla mnie wielkim zaskoczeniem. Do jego wysokiego poziomu dostroił się Grosjean. Pozostaje tylko żałować, że w drugim aucie obok Fina nie startuje Robert Kubica. Taki duet mógłby dać jeszcze więcej punktów zespołowi.


Sensacja - Maldonado z pole position, ukarany Hamilton!

Z pierwszego, historycznego pole position ruszy dziś do wyścigu Pastor Maldonando!

foto: www.interia.pl

Wszystko to za sprawą surowej kary dla Lewisa Hamiltona, który zaraz po wywalczeniu P1 zatrzymał się na torze z braku paliwa. Tym samym złamał przepisy mówiąc, iż kierowca musi samodzielnie dotrzeć do boksów, a do tego w baku musi pozostać dość paliwa, 1 litr, aby komisja mogła pobrać jego próbki.

Zespół tłumaczył się, iż w wyniku błędu i ,,siły wyższej" źle zatankowali auto akurat przed decydującym momentem kwalifikacji. Ta argumentacja nie przekonała jednak sędziów. Lewis został dopuszczony do wyścigu i startu z końca stawki. Najprawdopodobniej ruszy jednak z pit lane, ponieważ zespół będzie chciał zmienić ustawienia bolidu oraz zastosować inną strategię z oponami.

sobota, 12 maja 2012
Grand Prix Hiszpanii kwalifikacje

Niewiarygodne, po prostu niewiarygodne kwalifikacje do niedzielnego wyścigu na torze Catalunya. Hamilton pozbawił Alonso i Ferrari prawie pewnego P1 i zgasił nadzieję na odbicie się od dna w pierwszym europejskim wyścigu sezonu.

foto: www.interia.pl

Głównym rozgrywającym  poza kierowcą McLarena była pogoda. Temperatura powietrza na początku wynosiła 40 stopni. Wraz z pokonywanymi przez kierowców okrążeniami tor stawał się co raz szybszy za sprawą nanoszonej gumy. Jednocześnie wzrost temperatury o zaledwie 1 stopień spowodował, iż czasy były lepsze od kilka dziesiątych części sekundy.

Już na samym początku prawdziwy jęk zawodu przeżyli brazylijscy kibice, kiedy ich obaj kierowcy odpali w Q1. Senna co prawda popełnił błąd, ale wynik Massy, najgorszy w historii jego startów na tym obiekcie, to prawdziwa katastrofa. Dalej nie wiadomo co się dzieje z kierowcą Ferrari.

Jednak prawdziwymi pierwszymi ofiarami zmieniających się warunków na torze byli Jenson Button oraz Mark Webber. Anglik jak sam powiedział, popełnił błąd, natomiast Australijczyk był niepotrzebnie trzymany w garażu przez zespół. Z drugiej strony zaoszczędził dodatkowy komplet opon, bardzo cenny, ponieważ wszyscy spodziewają się aż 3 pit stopów w niedzielę.

foto: www.interia.pl

Nieprawdopodobnych emocji dostarczył nam ostatni etap kwalifikacji. Pomiarowych okrążeń nie zanotowali m.in. Schumacher oraz Vettel. Jednak fantastyczny czas Alonso, który w mniemaniu wszystkich dawał mu pierwsze tym roku P1 został najpierw poprawiony przez...Pastora Maldonado!, a następnie Lewisa Hamiltona. Biorąc pod uwagę fakt, iż jedynym kierowcą w historii startów F1 na tym torze, który wygrał zawody nie startując z P1, przy jednoczesnym braku deszczu w trakcie wyścigu, był Vettel w zeszłym roku, wygrana Lewisa wydaje się być bardziej niż pewna.

Jeżeli pogoda się nagle nie zmieni w trakcie zawodów, o sukcesie lub porażce w jutrzejszym wyścigu zadecyduje umiejętność dbania o opony oraz odpowiednie rozłożenie pit stopów.


Grand Prix Hiszpanii 1986

Już za niewiele ponad 24 godziny rozpocznie się kolejny wyścig o Grand Prix Hiszpanii. Warto przy tej okazji przypomnieć wspaniały finisz Ayrtona Senny z 1986 roku, kiedy zawody te odbywały się na torze w Jerez. Różnica między nim, a drugim na mecie Nigelem Mansellem wyniosła zaledwie 0.014 sekundy! Do dzisiaj rekord ten nie został pobity. Było to też pierwsze z dwóch zwycięstw  Brazylijczyka na tym obiekcie. Nigdy nie udało mu się wygrać GP Hiszpanii po przeniesieniu tych zawodów na tor Catalunya pod Barceloną.


niedziela, 06 maja 2012
Porsche Supercup 1. i 2. runda w Bahrajnie

Kolejny weekend F1 zbliża się wielkimi krokami, jednocześnie będzie to już 3 runda tegorocznego Porsche Supercup. Dlatego warto przypomnieć sobie rezultaty naszych kierowców podczas pierwszych zawodów w Bahrajnie.

foto: www.porsche.com

Na torze Sakhir rozegrano dwie pierwsze rundy pucharu. Nowym partnerem Kuby Giermaziaka, wyłonionym w castingu został Patryk Szczerbiński. Zastąpił on Słowaka Stefana Rosinę, który przeszedł do zespołu Foerch Racing, w którym startuje też Robert Lukas. Osobiście moim faworytem do startów drugim Porsche w zespole Verva Racing Team był Mateusz Lisowski, który w 2011 jako debiutant wygrał Puchar Volkswagena Scirocco-R Cup. Odniósł 4 zwycięstwa i 9 razy był na podium.

Wracając jednak do Bahrajnu, nasi zawodnicy nie spisali się zbyt rewelacyjnie. Bez wątpienia ogromne oczekiwania były związane ze startami Kuby, który spisywał się rewelacyjnie pod koniec zeszłego sezonu. W tym roku na otwarcie był 8, a w niedziele 5. Z kolei Patryk w debiucie wywalczył 10 pozycję, a potem był 9. Robert Lukas obie rundy ukończył na 13 miejscu.

Pozostaje mieć nadzieję, iż kolejne zawody rozegrane na hiszpańskim torze Catalunya będą bardziej udane dla Polaków. Szczególnie, że na tym obiekcie rok temu Kuba zdobył swoje pierwsze podium w historii startów w Pucharze Porsche Supercup. Teraz może być trochę łatwiej, ponieważ zrezygnował on w tym sezonie ze startów w F3 i skupia się tylko na Pucharze. Ciekawe czy młody Patryk Szczerbiński okaże się równie utalentowany, rozwinie skrzydła i okaże się lepszy od swoich poprzedników, Roberta i Stefana.

O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie