To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Grand Prix Brazylii

Nie tak miało być! Po prostu nie tak miał się skończyć ten sezon!

foto: www.interia.pl

Ten felieton będzie wyjątkowo nieobiektywny, chociaż zazwyczaj nie jestem obiektywnym, tylko czasem staram się być. Dlatego nie jestem dziennikarzem, który z założenia powinien być obiektywny lub powinien takiego udawać, jak niemieccy dziennikarze z RTL-u zawsze skupiający się na dokonaniach krajanów w poszczególnych Grand Prix.

Wracając jednak do wyścigu, to jak już pisałem nie tak miało to wyglądać! Dalej uważam, iż Vettel nie zasłużył na trzeci mistrzowski tytuł i przejście do historii jako trzecia osoba, która dokonała tego podrząd. Pierwszy był Fangio, a po nim Schumacher. Oczywiście Sebastian jest najmłodszy.

Alonso robił co mógł, wyciągnął w tym roku 200% normy, jak przodownik pracy, z Ferrari, ale to było za mało. Zabrakło punktów, które odebrał mu Lotus, na Spa Grosjean, a w Japonii Raikkonen. Trzeba jednak wspomnieć, iż Vettel stracił punkty w Walencji i na Monzie z powodu awarii auta, czegoś co nie przytrafiło się przez cały sezon Hiszpanowi.

foto: www.interia.pl

Odliczając Fernando dwa nieukończone wyścigi, w pozostałych 18 tylko 5 razy nie stał na podium! Vettel nie ukończył jednego, na Monzie był sklasyfikowany jako 22, ale aż 9 razy dojeżdżał do mety poza czołową trójką.

Alonso zabrakło zwycięstw. Świetnie przebijał się po słabszych kwalifikacjach na czołowe lokaty. Gdyby częściej startował z pierwszych linii, szanse na końcowy sukces byłyby większe. Receptą na to jest, po prostu konieczność zbudowania dobrego auta, które jest w stanie pojechać rewelacyjny pojedyncze okrążenie w kwalifikacjach. W wyścigu i tak Fernando nadrabia swoją walecznością oraz doświadczeniem.

Może czas sięgnąć do kieszeni FIAT-a i kupić Adriana Newey'a, któremu w CV brakuje tylko projektowania aut dla Scuderii, po sukcesach z Williamsem i McLarenem. Warto też pomyśleć czy nie czas dać szansę komuś młodemu, aby poprowadził zespół ze skaczącym koniem po upragnione mistrzostwo. Przykład Christiana Hornera i udany sezon Erica Boulliera w Lotusie dają dużo do myślenia.

foto: www.interia.pl

Jeżeli chodzi o pozytywne kwestie to przede wszystkim wielkie brawa dla Massy. Dzięki jego cudownej jeździe, zmartwychwstał jak James Bond w Sky Fall, Ferrari wydarło wicemistrzostwo konstruktorów McLarenowi - 6 zwycięstw angielskiego zespołu przy 3 włoskiego. Alonso zaś mógł spokojniej walczyć w Sao Paulo o tytuł. Widać wyraźnie, iż Brazylijczyk poprawił swoją jazdę od czasu zawodów na Silverstone, a ostatecznie pokrzepiło go podium w Japonii. Dlatego trzecie miejsce w domowym wyścigu to osłoda trudnego i ciężkiego sezonu, w którym był bardzo mocno krytykowany. Dobrze, że Ferrari przedłużyło  z nim kontrakt. Mam nadzieję, iż za rok zobaczymy go słuchającego brazylijskiego hymnu.

Równie wielki słowa uznania należą się Buttonowi. Wyprzedzając Hamilton pokazał, iż słusznie McLaren postawił na niego i to uwzględniając fakt, iż pierwszą połowę sezonu miał tragiczną, a jego własny zespół sugerował, że będzie tylko pomocnikiem Lewisa w walce o mistrzostwo. Tym czasem ukończył sezon raptem 2 pkt. za kolegą z zespołu. Kolejny sezon może być jego, jeżeli tylko McLaren dopracuje niezawodność swojego auta oraz wyeliminuje błędy podczas pit stopów. Ku zaskoczeniu wszystkich, dla Sergio Pereza Jenson będzie dużo trudniejszym zespołowym kolegą do pokonania niż potencjalnie szybszy, ale czasem tracący zimną krew Hamilton.

MICHAEL NIE ODCHODŹ!

foto: www.interia.pl

Na sam koniec warto wspomnieć o Nico Hulkenbergu. Tegoroczne Grand Prix pokazało ,iż tor Interlagos mu odpowiada. Jeżeli Sauber przygotuje równie dobre auto za rok, może on odnieść duży sukces na tym obiekcie. Czy będzie równie konkurencyjny na innych torach? Przekonamy się, ale nie wiem czemu ale jakoś nie przekonuje mnie talent młodego Niemca.

piątek, 23 listopada 2012
Grand Prix USA

Mdławy wyścig w Teksasie dawno za nami. Warto jednak wspomnieć o nim przed decydująca rozgrywka, która odbędzie się w ten weekend w Brazylii.

foto: www.interia.pl

Osobiście czekałem z niecierpliwością na wrażenia z nowego toru w Austin. Liczyłem na temperamentnych kowbojów, którzy pokażą charakter. A jedynym elementem, który mi się podobał była ładna aleja serwisowa. Cała reszta wyszła dużo gorzej niż Abu Zabi, nie mówiąc o Singapurze. Gorsza jest chyba tylko Korea.

W kwestii samego wyścigu to najbardziej zainteresowała mnie reakcja Vettela, po tym jak wyprzedził go Hamilton. Sebastian zachował się, mówiąc krótki jak panienka. Denerwował się, że to był głupi manewr wyprzedzenia. W odpowiedzi na co jego inżynier wyścigowy kazał mu się w domyśle uspokoić i skupić na tym co ma robić. Niestety ale nie tak zdobywał się mistrzowskie tytuły. Przykładem z F1 jest na pewno Alain Prost, który kalkulował, kalkulował i jeszcze raz kalkulował. Świeższym przykładem jest rówieśnik Vettela, również dwukrotny mistrz świata MotoGP, Jorge Lorenzo. Chociaż jest Hiszpanem i powinien słynąć z temperamentu, w drugiej połowie sezonu po prostu kalkulował i nie frustrował się faktem, iż po mimo dobrego startu i P1 wyprzedzał go Dani Pedroza. Dojeżdżając na drugich miejscach i wygrywając kiedy odpadał Pedroza, zapewnił sobie tytuł na wyścig przed końcem sezonu. Co więcej we wszystkich zawodach, które ukończył, nie stawał na miejscu niższym niż drugie! Dwa razy tylko nie dojechał do końca, z czego drugi miał miejsce w ostatnim wyścigu sezonu, kiedy jechał w ogóle nie kalkulując i miał kolizję z dublowanym zawodnikiem.

foto: www.interia.pl

Vettel, podobnie jak w 2009 roku na Spa kiedy wyprzedził go Kubica lekko spychając z toru, dał upust swojej frustracji przez radio. Nie wiem czy tak zachowuje się człowiek, który ma jak Schumacher zdominować F1?

Mówiąc chwile o Robercie warto zwrócić uwagę na fakt, iż nigdy nie wystartował jako kierowca F1 w wyścigu rozgrywanym w USA. W 2007 roku po wypadku w Kanadzie zastępował go Sebastian. Z kolei rok wcześniej był tylko testerem i tylko brał udział w piątkowych treningach. Swoją drogą był kolejno trzeci i drugi na torze w Indianapolis. Dzień później etatowy kierowca BMW Saubera, Jacques Villeneuve, zamknął punktowaną ósemkę w ostatnim wolnym przejeździe.

Na sam koniec zapomniałem dodać, poza gratulacjami dla Red Bulla za mistrzostwo świata konstruktorów, że jedynym pozytywnym aspektem Grand Prix USA jest fakt, iż walka o tytuł trwa nadal i Alonso wciąż ma szansę na tytuł. Czy będzie jak w 2006, czy jak w 2010 roku przekonamy się już w tą niedzielę.

foto: www.interia.pl

P.S.

Na koniec sezonu mógłby Hamilton lub Grosjean wyświadczyć przysługę, wjeżdżając na starcie w Vettela. Drobna kolizja, tzn. chciałem powiedzieć incydent wyścigowy, nikomu nie zrobiłaby różnicy. Zwłaszcza w tak bezwzględnym sporcie jak F1, gdzie kiedyś dosypywano przeciwnikom różnych substancji do baków.

Swoją drogą Formuła 1 kiedyś wydawała się inna, bardziej mistyczna...

wtorek, 20 listopada 2012
Kubica w Rally di Como

Po ostatnim dość ostrym tekście, czas na odrobinę osłody. Świetnie zmontowany filmik z występem Roberta w Rajdzie di Como. Fragmenty przejazdów Polaka z 2 i 4 Oesu oraz ,,shakedownu". Naprawdę miło popatrzeć jak pędzi czarno-białym Citroenem C4 WRC. Oby tak dalej w sezonie 2013!


sobota, 17 listopada 2012
Robert Kubica - zmarnowana szansa?

Nie ukrywam, iż bardzo długo się zastanawiałem czy napisać ten tekst. Czy może schować go gdzieś do szafy i nie narażać się na potencjalną krytykę? Zwłaszcza, że serce się raduje, kiedy Robert startuje w rajdach.

www.onet.pl

Niestety po ostatnim wywiadzie Polaka z BBC trzeba odłożyć sentymenty, dobro narodowe, emocje, serce i spojrzeć na sprawę realnie. Na pewno ostatnie sukcesy Kubicy w rajdach, wygrany dziś Rajd di Como, cieszą, ale w ogólnej perspektywie to wszystko jest namiastką. Po prostu nie tak miało być.

Kierowcy F1 to ludzie żyjący na krawędzi. Uwielbiają ryzyko, adrenalinę i rywalizację, to ich napędza. Nasz rodak nie jest w tym momencie wyjątkiem. Jednak w przeciwieństwie do innych np.: Schumachera czy Coultharda, jego kontrakt z Renault nie zakazywał pewnych rzeczy, co niestety skończyło się bardzo źle. BMW było bardziej restrykcyjne pod tym względem.

Zakazy jazdy na nartach lub innej aktywności, która mogłaby przyczynić się do kontuzji kierowcy są na porządku dziennym w świecie Formuły 1. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do piłki nożnej, gdzie dość prosto można jednego zawodnika zastąpić innym, w motosporcie, a szczególnie w F1 wiąże się to z wielomilionowymi kosztami i stratami. Przykład chociażby beznadziejnego startu D'Ambrosio na Monzie, kiedy zastępował zawieszonego Grosjeana.

(Schumacher na Ducati 1098)

Schumacher wielki pasjonat piłki nożnej, grywał czasem na poziomie III-ligowym lub wręcz regionalnym i to głównie po tym jak odszedł z F1 w 2006 roku. Do tego i tak uważał, aby w odpowiednim momencie odstawić nogę, była to forma zabawy, nie rywalizacji. Kiedy zaczął próbować swoich sił w wyścigach motocyklów skończyło się kontuzją.

Warto pamiętać, iż w motosporcie poziom bezpieczeństwa rośnie proporcjonalnie do rangi zawodów, budżetu i ich prestiżu. Dlatego paradoksalnie stary  w małych lokalnych rajdach lub wyścigach mogą być bardziej niebezpieczne niż w F1, gdzie prędkości i poziom trudności jest większy, ale za to bezpieczeństwo i dostępne technologie są ogromne.

Obiektywnie patrząc sytuacja Roberta nie jest ciekawa, jeżeli w ciągu najbliższego roku, przed początkiem sezonu 2014 nie uda mu się powrócić do F1, to raczej nie zobaczymy go tam już nigdy! Starty w innych seriach wyścigowych to swoista wegetacja. Serie zawodów aut GT lub wyścigi długodystansowe to pole w dużej mierze dla kierowców, którzy osiągnęli swój maksymalny pułap i nie są w stanie iść dalej, albo jest to dla nich sportowa emerytura. Przykładem tutaj jest Anthony Davidson, który nie poradził sobie w Minardi, BAR i Super Aguri. Kiedyś zawodnicy startowali w Le Mans jako uzupełnienie sezonu F1, dodatkowe zobowiązania wynikające z umowy z producentem, świadczy o tym chociażby osoba Jacky'iego Ickx'a.

(od lewej Nikola Larini i Gabriele Tarquini)

Serie takie jak DTM lub WTCC również nie zachwycają. W pierwszej po latach świetności w F1 startowali lub startują David Coulthard, jego partner z McLarena, Mika Hakkinen oraz Ralf Schumacher. Niemieckim wyścigom trzeba oddać, iż w pewien sposób wypromowały Paula di Restę. Z kolei starty w WTCC mają być sposobem na spędzenie emerytury dla Sebastiana Loeba, a i w tej serii startują kierowcy z epizodyczną przeszłością w F1, jak Nikola Larini czy Gabriele Tarquini.

Wydaję się, iż starty w Rajdowych Mistrzostwach Świata to jedyne słuszne i sensowne rozwiązanie dla Roberta, jeżeli nie uda się poprawić sprawności ręki. Po odejściu Loeba jest na tym polu spora nisza do zagospodarowania. Jednak fakt odejście oficjalnego zespołu Forda na pewno nie przybliżyła Kubicy do startów fabryczną maszyną WRC, a tylko takie rozwiązanie miało by sens.

czwartek, 08 listopada 2012
Grand Prix Abu Zabi

Tak jak opadł kurz po niedzielnym wyścigu, tak opadły już emocje i teraz dopiero można na spokojnie się przyjrzeć temu co działo się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

foto: www.wp.pl

Kierowców w tym wyścigu można podzielić na tych, którzy mieli pecha oraz szczęśliwców. Do pierwszej grupy zaliczają się wszyscy, którzy nie ukończyli zawodów. W tym szacownym gronie znajduje się przede wszystkim Hamilton, ale też Webber, Rosberg czy Grosjean. Warto zauważyć, iż pierwszy raz od dawna to nie Francuz był sprawcą zamieszania na torze, a temperamentny czy może bezmyślnym w tamtej sekundzie Sergio Perez, typowany na przyszłą gwiazdę McLarena. Do niezadowolonych można też zaliczyć Buttona, który dał się ograć na ostatnich okrążeniach Vettelowi.

Swoją drogą kolejna dziwna awaria w McLarenie, przez którą Lewisowi uciekło niemal pewne zwycięstwo wydaję się potwierdzać racjonalność jego decyzji o odejściu z zespołu. Pytanie czy Mercedes to właściwy kierunek?

Jeżeli chodzi o grono szczęśliwców to jest ono dużo bardziej egalitarne, kameralne, wręcz dwuosobowe. Duet Raikkonen-Vettel to najwięksi zwycięzcy tegorocznego wyścigu. Lotus został szóstym zespołem w sezonie, który wygrał Grand Prix, a Fin ósmym różnym kierowcą. Iceman ostatni raz stał na najwyższym stopniu podium podczas zawodów na torze Spa, w sezonie po którym odszedł z F1. Z kolei dla jego zespołu była to pierwsza wiktoria od czasu sukcesu Alonso w Japonii w 2008 roku.

foto: www.wp.pl

Sebastian, a raczej jego zespół jest perfekcyjny jak przysłowiowy szwajcarski zegarek i Ferrari w czasach Jeana Todta. Nie pozostawiają nic przypadkowi. Vettel, co muszę przyznać, jest świetnym kierowcą, ale bez cuda techniki od Adriana Newey'a i dużej ilości szczęścia nie straciłby tylko 3pkt. do Alonso podczas tego weekendu.

Ostatnią, jednoosobową grupą jest właśnie Hiszpan, który zrobił co mógł żeby tylko odrobić jak najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej. Walka o tytuł jest otwarta i o ile w Austin nie będziemy świadkami jakiegoś trzęsienia ziemi, rozstrzygnięcie jak w latach 2006-2008 zapadnie podczas zawodów na torze Interlagos.

Nie wiem tylko czemu, chociaż kolejny raz w tym roku emocji nie brakowało w niedzielnym wyścigu pozostaje zawsze jakiś smutek. Może dlatego, że to już ostatnie zawody z udziałem Schumachera, którego praktycznie nie pokazywali na torze Yas Marina, a może to tęsknota za Robertem? Zwłaszcza, że wolne miejsca w kokpitach na sezon 2013 powoli się zapełniają, czego przykładem jest przejście Hulkenberga do Saubera w przyszłym roku.

foto: www.wp.pl

Jednocześnie odrzuciłbym jako absurdalną teorię, iż Hulkenberg oraz Kubica nie zostaną zawodnikami Ferrari w przyszłości, ponieważ są za wysocy w stosunku do Alonso i Massy, co utrudnia konstrukcję odpowiedniego kokpitu.

O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie