To pasja, prędkość i poświęcenie stanowią o jej wyjątkowości.
niedziela, 26 lutego 2012
Superbike - inauguracja sezonu 2012 w Australii

Większość zawodników sportów motorowych jeszcze spokojnie śpi zimowym snem. Tymczasem na torze Philip Island miały miejsce pierwsze dwa wyścigi sezonu 2012.

foto: gizmag.com

Przyznam się szczerze, iż do dnia dzisiejszego SBK nie była moją ulubioną serią wyścigową jeżeli chodzi o motocykle. Co więcej wychowany na rywalizacji wielkich zawodników 500ccm, a następnie MotoGP uznawałem ,,Superbajki" za swoistą drugą ligę. Zawodnicy zaś w niej startujący byli dla mnie podstarzałymi facetami, którzy nie wytrzymywali tempa rywalizacji z Rossim, Stonerem, Pedrosą, Gibernau czy ostatnio Lorenzo, albo młodymi, nieopierzonymi motocyklistami, głównie ze USA lub Australii, którzy dzięki startom tam mogli awansować do prestiżowej MotoGP. SBK jako przechowalnia emerytów zawiera takie nazwiska jak Biaggi, Checa, Melandri czy do zeszłego roku również Corser. Dlatego bardzo żałowałem, kiedy Eurosport przestał transmitować MotoGP, a zaczął ,,Superbajki" i Supersporty.

Wszystkie te negatywne opinie ulotniły się z chwilą kiedy do końca obejrzałem pierwszy, niedzielny wyścig na Philip Island. Co prawda przegapiłem atomowy start zielonego Kawasaki z pole position, prowadzonego przez Toma Sykes'a, jednak jego przegrana walka z Checą i Biaggio, następnie zacięta rywalizacja wymienionej dwójki, aż do nieszczęśliwego upadku Hiszpana sprawiły, iż przecierałem oczy z niedowierzaniem, a uśmiech zagościł na mojej twarzy. Dawno, naprawdę dawno nie widziałem tak wspaniałej rywalizacji na torze.

foto: gizmag.com

To był dopiero przedsmak, tego co działo się potem. Chociaż ,,rzymski cesarz" odjechał rywalom na kilka sekund, po tym jak z rywalizacji odpadł Carlos Checa, zacięta rywalizacja na torze nie ustała. O pozostałe dwa miejsca na podium zaciekle walczyli Tom Sykes, Sylvian Guintoli oraz przebijający się z 13 miejsca nowy kierowca BMW, Marco Melandri. Ostatecznie ukończyli oni rywalizację na mecie w odwrotnej kolejności niż ich wymieniłem. Bez wątpienia był to ogromny sukces niemieckiego zespołu, który powoli stara się nawiązać walkę z japońsko-włoską czołówką. O tyle mu łatwiej, że od tego roku w stawce nie ma fabrycznego teamu Yamahy, ani żaden prywatny kierowca nie korzysta z ich motocykli.

Drugi wyścig był równie ciekawy jak pierwszy. Na samym początku nie wiedzieć dlaczego Max Biaggi atakując Toma Sykes'a przestrzelił zakręt, w konsekwencji czego spadł na ostatnie miejsce w stawce. Do mety było co prawda jeszcze 21 okrążeń, ale 8 sekund straty do liderującego Checi oraz bardzo wysoka temperatura toru, który przyspieszała zużycie opon, nie napawały optymizmem. Wtedy jednak Włoch na swojej Aprili zrobił coś niesamowitego. Odrabiał po 1 sekundzie na okrążeniu i połykał po kolei wszystkich rywali. Czegoś takiego nie widziałem od czasu Grand Prix Brazylii Formuły 1 i szaleńczej pogoni Schumachera, kiedy przebił oponę. Max mijał innych motocyklistów niczym narciarz tyczki na stoku, dopóki nie dojechał do jadącego na trzeciej pozycji Sykes'a. W poprzednim wyścigu po zaciętej walce z Brytyjczykiem Guintoli powiedział, iż jest go bardzo trudno wyprzedzić. Tym razem było podobnie i Mistrz Świata SBK z 2010 musiał się sporo napracować, aby go wyprzedzić. Potem jeszcze stosunkowo łatwo wygrał walkę z Jonathanem Rea'ią, który miał ogromne problemy z oponami. Dzięki temu Biaggi na 4 okrążenia przed końcem był wiceliderem wyścigu, chociaż przebijał się z ostatniego miejsca. Jednak strata 8 sekund do prowadzącego Carlosa była zbyt duża, aby myśleć o zwycięstwie. 

foto: gizmag.com

Na ostatnich okrążeniach mogliśmy się rozkoszować brytyjskim pojedynkiem Toma z Jonathanem o trzecią lokatę, w którym na ostatnich metrach prostej lepszy okazał się pierwszych z nich.

SBK to sport dla twardych zawodników. Pokazał to Carlos Checa wygrywając wyścig zaledwie kilka godzin po bolesnym upadku. Prawdziwym bohaterem okazał się jednak motocyklista BMW, Leon Haslam, który wystartował w zawodach zaledwie 2 dni po operacji śródstopia! W pierwszym wyścigu był 12, ale w drugim dojechał na 5 miejscu, wyprzedzając swojego kolegę z zespołu Marco Melandriego.

Kolejna runda, dopiero 1 kwietnia na torze Imola. Nie ukrywam, że teraz czekam na nią z utęsknieniem i nadzieją na dalsze emocje.

wtorek, 21 lutego 2012
Mercedes FW03

Czas na prezentację ostatniego nowego bolidu, jeśli chodzi o czołowe zespoły. Testy w Barcelonie to świetna okazja, żeby ujrzał on światło dzienne. Jak powiedział Ross Brawn: ,, Dwa razy zajęliśmy 4 miejsce w sezonie, ale to nie wystarczy. Musimy iść do przodu. Moim marzeniem jest żeby Michael wygrał raz jeszcze, a Nico odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. To nasza ambicja."

Okrążenie toru w nowym FW03. Filmik pojawił się już w piątek, jeszcze przed dzisiejszą, oficjalną premierą auta, ale moim zdaniem lepiej go obejrzeć już po prezentacji, wiedząc jak wygląda bolid.

sobota, 18 lutego 2012
Ciao Jarno, zdrastwuj Witalij! - zmiany w Caterhamie

Zwolnienie włoskiego weterana Jarno Trulliego i zastąpienie go Witalijem Pietrowem to bez wątpienia największa niespodzianka przed zbliżającymi się po weekendzie testami w Barcelonie.

Ciekawostką jest fakt, iż ostatni raz nie było włoskiego zawodnika w stawce w 1969 roku. Jak napisał Jacek Kasprzyk na blogu sokolimokiem.tv ,,Weterani Formuły 1 nie będą miło wspominać początku 2012 roku." Po odstrzeleniu Barrichello przez Williamsa,a teraz odesłaniu na emeryturę Trulliego przez Malezyjczyków, pytanie kto następny? Samo ciśnie się na usta. Mówiąc szczerze gdyby Schumacher nie był Schumacherem to osobiście wytypowałbym go jako kolejnego. Na szczęście nic nie wskazuje, żeby taki scenariusz miał się ziścić. Osobiście stare, znane nazwiska kojarzą mi się z nostalgią i dobrymi czasami F1, kiedy nie było KERSu. Były za to nieograniczone testy, silniki V10, pit stopy z tankowaniem (ach te emocje związane ze strategią tankowań), wojna oponiarska Michelin z Bridgestonem, a tory nie były tak nudne jak ten w Abu Zabi.

Kończąc rozmyślania i wracając do rzeczywistości, nie bardzo rozumiem wybór Rosjanina jako następcy Jarno. Szczególnie, że dokonano tego praktycznie przed rozpoczęciem sezonu. Wydaje się, iż Tony Fernandez liczy, że Witalij trochę odciąży mu budżet, a Heikki będzie dalej robił dobre wyniki i zdobędzie nowym CT01 pierwsze punkty w F1. Ze sportowego punktu widzenia uważam, że lepszy mógł być solidny rzemieślnik jakim był Adrian Sutil. Zwłaszcza, iż nic nie wyszło z mariażu Pietrowa z zespołem Marussia, co osobiście bardzo mnie zaskoczyło. Rosyjski kierowca, w rosyjskim bolidzie i perspektywa Grand Prix Rosji za kilka lat nie okazały się aż tak kuszące. Dlatego tym bardziej dziwi mnie decyzja szefostwa Caterhama. Lepszym wyjście mogło być ściągnięcie sponsorowanego przez Red Bulla Daniela Ricciardo albo pozyskanie, mimo wszystko moim zdaniem wciąż rodzącego duże nadzieje po ostatnim sezonie, Jaime Alguersuariego.

foto: ibtimes.co.uk

Jarno Trulli nigdy nie był moim wielkim faworytem, chociaż budził pewną sympatię jako kierowca Toyoty. Niestety w żadnej mierze nie udało mu się nawiązać do takich nazwisk jak włoscy Wicemistrzowie świata Michele Alboreto w 1985, czy Riccardo Patrese w 1992, a nawet zdobywca trzeciego miejsca w generalce w sezonie 1984, Elio de Angelis. Nie mówiąc o tak legendarnych kierowcach jak Nino Farina czy Alberto Ascari. Niestety Włosi posiadający wspaniały zespół w F1, cudownych tifosich, długą tradycję w sportach motorowych, od wielu, wielu lat nie mogą jednak doczekać się rodzimego kierowcy, który chociażby regularnie stawał na podium, od czasu do czasu odniósł zwycięstwo, nie mówiąc nawet o walce o mistrzowski tytuł.

Trulli był bardzo szybki na pojedynczych okrążeniach, nie potrafił jednak w wyścigu utrzymać równego, wysokiego tempa, przez co przylgnął do niego przydomek ,,mistrz tylko i wyłącznie kwalifikacji". Chociaż zdobył aż 4 pole position, tylko raz udało mu się przełożyć dobre wyniki z kwalifikacji na rezultat osiągany w wyścigu. W sezonie 2004 roku podczas Grand Prix Monako wywalczył dublet zdobywając P1 oraz odnosząc zwycięstwo. Był to tym cenniejsze, iż dokonał tego francuski kierowca, we francuskim bolidzie, Renault. Powtórzył tym samym sukces Oliviera Panisa z 1996 roku, który wygrał te zawody w Ligierze, ale nie zdobył pole position.

Barrichello wyprzedza Trulliego w walce o trzecie miejsce, na ostatnim okrążeniu GP Francji 2004Włoch miał też sporo pecha. Zespół Prosta, który ściągnął go do siebie w 1997 roku, na miejsce kontuzjowanego przez kilka wyścigów Oliviera Panisa, po zmianie dostawcy silników z Hondy na Peugeota spisywał się słabo przez kolejne lata i miał bardzo awaryjne auto. Trulli mógł mówić o ogromny pechu już w debiutanckim sezonie, kiedy podczas Grand Prix Australii 1997 prowadził przez 37 okrążeń w wyścigu, a na 12 kółek przed metą awarii uległ jego bolid, kończąc marzenia o znakomitym wyniku. Przeprowadzka do Jordana również nie była udana, ponieważ ten znacznie obniżył loty. Dopiero Renault było odpowiednim teamem. Jednak tutaj trzeba było rywalizować najpierw z Buttonem, a potem Alonso co nie było łatwym zadanie. Konflikt z Flavio Briatore oraz wpadka podczas Grand Prix Francji 2004 zakończyły jego karierę we francuskim zespole. Niestety Toyota do której zawitał, po mimo ogromnych środków jakie zaangażowała, nie potrafiła odnieść oczekiwanych sukcesów w F1. Może gdyby Jarno pokornie doczekał sezonów 2005-06 w  Renault miałby na koncie więcej zwycięstw i zdobytych laurów.

czwartek, 16 lutego 2012
Jedyni tacy w Formule 1 - Giancarlo Baghetti

Formuła 1 to przede wszystkim wielkie nazwiska mistrzów świata, giganci branży motoryzacyjnej oraz możni sponsorzy.  Jednak poza nimi istnieją setki mniej znanych kierowców oraz tysiące o ile nie setki tysięcy różnych firm wspierających te zawody.

Niektórzy z nich zapisali się jednak w historii, czasem tragicznie, ponieważ dokonali czegoś jako pierwsi lub też zadziwili stałych bywalców paddocku. Przykładem takiej postawy jest chociażby jedyny w historii zwycięzca Grand Prix w swoim debiutanckim starcie Giancarlo Baghetti.  Równie wzbudzającym szacunek osiągnięciem mogą się pochwalić zespoły Mercedesa oraz Shadowa, które wygrały swoje pierwsze starty. Z czarnych kart Formuły 1 warto przytoczyć zmarłego tragicznie wspaniałego kierowcę Jochena Rindta, jedynego pośmiertnego mistrza świata.

Najpierw chciałbym przybliżyć sylwetkę Baghettiego ponieważ jego wyczyn był niewyobrażalny kiedyś, a dzisiaj wydaje się wręcz niemożliwy do powtórzenia. To tak trochę jakby Sebastian Vettel miał wygrać Grand Prix USA w 2007 roku w barwach BMW Saubera. Można by rzec, iż to totalny absurd zwłaszcza, iż Giancarlo nie był fabrycznym kierowcą, a jedynie prywatnym! Warto przy tym zaznaczyć, iż osiągnięcie włoskiego kierowcy liczy się po odliczeniu wygranej Nino Fariny na Silverstone w pierwszym w historii  Grand Prix Formuły 1 oraz zwycięstwa Johnniego Parsonsa w Indy 500 w tym samym roku.

Baghetti jako syn mediolańskiego potentata przemysłowego karierę zaczynał w połowie lat 50tych startując samochodami produkcyjnymi by potem przejść do Juniorskiej Formuły. W 1961 roku został wyłowiony przez FISA, Związek Niezależnych Włoskich Właścicieli Zespołów, którzy razem z Ferrari popierali rozwój młodych włoskich talentów poprzez stary w nieoficjalnych Grand Prix. Dzięki temu Giancarlo otrzymał szansę udziału w Grand Prix Syrakuz, gdzie prowadził nowiutkie Ferrari Dino 156 z nowym silnikiem o pojemności 1,5 litra zgodnym z najnowszymi przepisami Formuły 1. Po wywalczeniu drugiego miejsca w kwalifikacjach udało mu się w wyścigu pokonać m.in. Jo Bonniera oraz Dana Gurneya startujących konkurencyjnymi Porsche 718. Kilka tygodni później zaliczył kolejne zwycięstwo tym samym autem w Neapolu.

lider GP Francji Giancarlo Baghetti w Ferrari 156 przed dwoma autami Porsche 718 prowadzonymi przez Dana Gurneya i Jo Bonniera

foto: espnf1.com

Dzięki tym sukcesom FISA zgłosiła go do startu w Grand Prix Francji rozgrywanym na torze w Reims. Po awariach trzech kolejnych Ferrari 156, Wolfganga von Tripsa, Philla Hilla oraz Richiego Ginthera honoru stajni ze skaczącym koniem bronił Giancarlo. Kolejny raz udało mu się pokonać Gurneya jadącego Porsche. Tym samym zaliczył hat trick zwycięstw w trzech kolejnych swoich startach autem F1. Dodatkowo był pierwszym włoskim kierowcą, który wygrał wyścig od 1954 roku. Chociaż startował potem jeszcze przez kolejne 6 lat w poszczególnych wyścigach jadąc m.in. Brabhamem, BRM czy Lotusem nie udało mu się nigdy powtórzyć sukcesu z niedzieli 2 lipca 1961 roku.

sobota, 11 lutego 2012
Testy w Jerez

Czterodniowe testy w Jerez de la Frontera, na południu Hiszpanii, niedaleko Kadyksu, to pierwszy powiew Formuły 1 po zimowej przerwie. Nie licząc oczywiście prezentacji bolidów, ale co takie imprezy mają wspólnego ze ściganiem się? Dlatego testy to świetna okazja to zobaczenia co zespołu przygotowały na kolejny rok, albo i nie...

foto: interia.pl

Nie, ponieważ nie wszystkie zespoły przybyły z autami na sezon 2012. Marussia Virgin, w ogóle nie pojawiła się na pierwszych testach w tym roku, a Mercedes oraz HRT używały swoich aut z zeszłego roku.

Jeśli chodzi o sam tor Jerez, zbudowany w 1986 roku, to regularnie od wielu lat odbywają się na nim zawody MotoGP, Grand Prix Hiszpanii. Jego trasa może być alternatywnie skonfigurowana na dwa sposoby. Często jest wykorzystywany do testów przez zespoły różnych serii wyścigowych, z racji bardzo dobrej infrastruktury.

I dzień

To prawdziwe wejście smoka, a raczej powrót Raikkonena, który uzyskał najlepszy czas, przed Paulem di Restą. Były mistrz świata, mógł ten dzień zaliczyć to bardzo udanych, szczególnie że przejechał średnią liczbę okrążeń, 73. Najwięcej kółek wykonał Kamui Kobayashi 106. Mercedes jako jedyny zespół ,,testował" swój model z zeszłego roku korzystając z obu kierowców. Problemy techniczne ze starterem silnika spowodowały, iż Kovalainem pokonał zaledwie 28 okrążeń. Był jednak i tak lepszy od zmagającego się z problemami technicznymi auta Williamsa, które prowadzone przez Maldonado wykonało zaledwie 23 kółka.

II dzień

Podobnie jak dzień wcześniej auta testowało 12 kierowców. Tym razem Force India korzystała zarówno z Di Resty, jak i debiutującego w ich bolidzie Jules'a Bianchi. Co ciekawe podobnie jak przed rokiem, w Walencji, podczas drugiego dnia testów najszybszy był Michael Schumacher. Jak na razie słabo spisują się auta Ferrari oraz McLarena. Drugi wynik uzyskał Mark Webber nowym Red Bullem RB8.

foto: interia.pl

III dzień

Można spokojnie nazwać ten dzień, dniem debiutantów. W nowych bolidach na torze zobaczyliśmy Gieda van der Garde w Caterhamie, nowego testera tej ekipy. Dla Toro Rosso jeździł tego dnia Jean-Eric Vergane, typowany na przyszłą gwiazdę, następcę Vettela. Z kolei w bolidzie Lotusa mogliśmy zobaczyć powracającego do F1 po przerwie, Romain'a Grosjean'a, który uzyskał drugi czas dnia. Największym pechowcem okazał się Jules Bianchi, który rozbił bolid Force India. Młody Francuz zapomniał, iż rano jest bardzo zimno, przez co miał niedogrzane opony. Na sam koniec warto dodać, iż najszybszy czas dnia, uzyskany przez Nico Rosberga, był najlepszym czasem całych czterodniowych testów. W czwartek nie jeździł już nikt z zespołu HRT.

IV dzień

Ostatniego dnia, pod nieobecność Mercedesa oraz wcześniej wspomnianego HRT, najszybszy okazał się Fernando Alonso. Dość niespodziewanie drugi rezultat dni miał Jean-Eric Vergne, przed Sebastianem Vettelem. W Force India mogliśmy, w końcu zobaczyć Nico Hulkenberga, który w tym roku jeszcze nie testował w Jerez.

czwartek, 09 lutego 2012
Toro Rosso ST7

Nowy bolid, nowi kierowcy, nowe nadzieje na sukces w Formule 1.


środa, 08 lutego 2012
Red Bull RB8

Czas na prezentację nowego auta mistrzowskiego zespołu ostatnich dwóch sezonów. RB7 zapewnił im 12 zwycięstw w 19 wyścigach, a Vettel pobił nim rekord P1 ustanowiony przez Nigela Mansella. Czy nowe RB8 okaże się równie udany? Przekonamy się wkrótce!


poniedziałek, 06 lutego 2012
Lotus E20

Chociaż od pewnego czasu nie jestem wielkim fanem zespołu Lotusa, dawniej Renault, warto zobaczyć filmik z prezentacji ich nowego auta na kolejny sezon. Chociaż malowanie zostało takie samo. Warto też zobaczyć znowu Kimiego. Polecam!


niedziela, 05 lutego 2012
Ferrari F2012

Po McLarenie i Force India czas na Ferrari, które zaprezentowało swój nowy bolid na kolejny sezon w Formule 1. Duże opady śniegu spowodowały, iż prezentacja F2012 była przez jakiś czas zagrożona. Na szczęście udało się uporać, ze wszystkim problemami i w siedzibie firmy, w Maranello pokazano najnowsze dzieło Scuderii. Dalej nie milkną echa spekulacji, łączących Roberta z włoską stajnią.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć)

wszystkie foto: interia.pl


McLaren MP4-27

Zespół McLarena jako pierwszy w stawce zaprezentował nowe auto na przyszły sezon. Zobaczcie sami nową ,,srebrną strzałę", która ma być najlepsza od lat.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć)

wszystkie foto: interia.pl

 
1 , 2
O autorze
F1 Racing
Renault F1 lotus racing shop
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl Użyto Bloxie